Witam Cię na moim blogu. Cieszę się, że na niego trafiłeś. Pewnie zastanawiasz się o co tu chodzi? W skrócie, ten blog jest częścią mojej strony internetowej www.drogaducha.com. Stworzyłem go, aby udostępniać na bieżąco informacje o swoich działaniach i teksty o różnej tematyce. Zwiedzanie polecam zacząć od zakładki "Od tego zacznij", która znajduje się poniżej. Kolejne zakładki przekierują Cię do moich innych blogów, w zależności od interesującej Cię tematyki.
Święta
tuż tuż. W „oknie na świat” jedzie czerwono – biała ciężarówka, a Kevin
ponownie zostanie sam w domu. Z każdej strony dochodzą informacje, mówiące to
samo „Kupuj! Kupuj! Musisz coś kupić, żeby być szczęśliwym w te Święta!”.
Biadolimy ile jest jeszcze do zrobienia i w szaleńczym pędzie gonimy za czymś i
chyba sami nie wiemy za czym, a ze sklepowych półek patrzą na nas IDEALNE
prezenty dla bliskich. No w takiej niskiej cenie to chyba nigdy nie były?
Boom
i zaczęło się, jedna rodzina, wyżerka, prezenty, pasterka, druga rodzina,
wyżerka, dojście do siebie, ponarzekanie jak się obżarłem (+ polityka, Kościół
i ploteczki), sprzątanie, ponownie wyżerka, chwila wytchnienia, albo
wytrzeźwienia i powrót do codzienności. To wszystko, po to, żeby potem z ust
padło monumentalne „Święta, Święta i po Świętach…”. Wiem, że brzmi to bardzo
przygnębiająco, ale nie martw się, w tym całym zamieszaniu nie napisałem
najważniejszego. To tak naprawdę zmienia wszystko. O co mi chodzi?
Szanując
Twój czas (którego na pewno nie masz w tych dniach zbyt dużo) chciałbym Ci w
skrócie przedstawić cztery krótkie historie.
Spider
Man – tak
naprawdę Peter Parker. Był sierotą i samotnikiem, uwielbiał naukę. Podczas
jednego z doświadczeń w rękę ugryzł go napromieniowany pająk. Po jakimś czasie
Peter zrozumiał, że ma teraz pajęcze super moce m.in. chodzenie po ścianach,
wyjątkową siłę i zwinność, a także zmysł wyczuwania zagrożenia. Uszył kostium i
korzystając z super mocy, dla pieniędzy, startować w zawodach wrestlingu, był w
to bardzo dobry i zrobiło się o nim głośno, zaczęto nazywać go Niesamowity
Człowiek - Pająk. Kiedyś nie zatrzymał uciekającego bandyty, ponieważ uważał,
że to nie jego sprawa. Po tej sytuacji wrócił do domu, a jego wujek Ben został
zabity przez tego samego przestępcę, którego wtedy nie zatrzymał. Dokonał
zemsty, a potem zaczął pomagać ludziom ratując wiele razy świat przez
zniszczeniem, które zaserwować mu chciały złe charaktery.
Hulk – Tak naprawdę doktor Bruce
Banner. W dzieciństwie ofiara przemocy w rodzinie. Jako młody fizyk podczas
pracy nad promieniowaniem gamma uległ nieszczęśliwemu wypadkowi i został napromieniowany
ogromną dawką. Po wypadku, za każdym razem kiedy wpadał w złość zmieniał się w
wielkiego zielonego potwora Hulka, który nie kontrolując się niszczy wszystko
co napotkał na swojej drodze. Hulk jest niespotykanie silny, kuloodporny i wiecznie
wściekły. Bruce Banner stara się kontrolować i nie wpadać we wściekłość, ale jest
to bardzo trudne. Dlatego szuka lekarstwa na Hulka, którego nosi w sobie. Hulk
nie zabija ludzi, widząc ich przerażone twarze najczęściej łagodnieje i na
powrót staje się Brucem Bannerem.
Kapitan
Ameryka – tak naprawdę
Steven Rogers. Podobnie jak Peter Parker był sierotą. Postanowił zaciągnąć się
do armii, ale nie udało mu się z powodu zdrowia. Naprzeciw wyszedł mu pewien
doktor, który kierował tajnym wojskowym projektem mającym na celu stworzyć
oddział super – żołnierzy. Steve dostał się do tego oddziału. Przyjął serum
super – żołnierza i dzięki niemu zwiększyła się jego siła fizyczna,
wytrzymałość, szybkość i inteligencja. Niestety doktora zamordowano i Steve
pozostał jedynym super – żołnierzem. Steve jako Kapitan Ameryko podejmuję się super
tajnych misji, aby obronić swój kraj przed złymi ludźmi.
Jezus
Chrystus – Jego narodzenie
zostało zwiastowane Maryi przez Archanioła Gabriela. Narodził się w Betlejem. Porodziła
Go Maryja, a Jego ziemskim ojcem był Józef. Jan Chrzciciel ochrzcił Go w rzece
Jordan i oznajmił, że Jezus jest Mesjaszem i Synem Bożym. Potem zstąpił na
Jezusa Duch Święty. Jezus zaczął czynić cuda, uzdrawiać trędowatych, przywracać
niewidomym wzrok, rozmnażać jedzenie, wypędzać demony i wskrzeszać ludzi. Zebrał swoich uczniów i razem z nimi świadczył
o Bogu i o tym, że jest Jego Synem. Cały świat leżał u Jego stóp, mógł z nim
zrobić co chciał, On jednak poddał się woli Ojca (Boga) i oddał swoje życie za
ludzi, za nasze grzechy (naprawił to co zniszczył Adam w Raju). Został
ubiczowany, ukrzyżowany i złożony w grobie. Ale Jezus zmartwychwstał i nakazał
swoim uczniom głosić Dobrą Nowinę, czyli Ewangelię, czyli historię Jezusa Chrystusa.
Wszystkie
historie mówią o kimś wyjątkowym, budzącym wiele emocji, ratującym świat,
mającym coś do zrobienia, to wspaniałe. Co je od siebie różni? To, że tylko
jedna z tych historii jest prawdziwa. Która?
Trzy
z czterech opisanych postaci zostało wymyślone przez człowieka i nigdy nie
istniały w rzeczywistości. Ale jedna z nich istniała naprawdę. Uroczystość, w
której niebawem będziesz uczestniczył mówi o cudzie Jego narodzenia, o chwalę
Jego i Jego Rodziców i jest wspaniałym początkiem. Ukazuję nam on fragment
najpiękniejszej z historii ofiarowanej ludziom przez Boga.
Gwarantuję
Ci, że jeżeli w te Święta ogarniesz to co naprawdę ważne, to nie zakończysz ich
z przysłowiowym westchnieniem „Święta, Święta i po Świętach”.
Czy
wiesz już kto będzie Twoim super bohaterem na te Święta?
Nie przerażaj się długością tekstu! Zaraz wszystko Ci wyjaśnię:)
Kilka lat temu napisałem scenariusz
sztuki teatralnej, która potem wystawiona została w Teatrze Lalki i Aktora w
Opolu. Zagrali w niej młodzi aktorzy biorący udział w projekcie „aToMy”, a reżyserią zajęli się nauczyciele prowadzący pracownie teatralne w
Młodzieżowym Domu Kultury.
Fragment scenariusza będzie dobrym
przykładem tego czym chciałbym się z Tobą dzisiaj podzielić. Może wydawać się
długi, ale czyta się go ekspresowo. Na początek zobacz te dwa króciutkie filmiki.
Akt 1 scena 3
Alicja znajduje się w komnacie luster. Spogląda na swoje
odbicie.
Alicja: Gdzie ja jestem? Wszędzie są lustra. Podejdę do jakiegoś i
zobaczę jak wyglądam.
W pierwszym lustrze
widzi siebie inną, zniekształconą. Lustro rozciąga ją i wygląda na wychudzonego
olbrzyma.
A: O jejku! Jak ja mogłam stracić tyle kilogramów? O jejku,
jejku co na to powie moja siostra? Jak mogłam doprowadzić się do takiego stanu?
Podchodzi do drugiego. To lustro ją pogrubia.
A: Co się ze mną dzieje!?
Przecież to nie jestem ja!
Podchodzi do kolejnego lustra i dotyka go. Patrzy na
siebie, jednak nie dostrzega, że wygląda w nim normalnie. Najważniejsze stają
się poprzednie odbicia.
A: Jak ja wyglądam… wszyscy teraz będą się ze mnie śmiali…
zostanę sama.
Siada na ziemi i zaczyna płakać.
Światło pada na drugą część sceny. Jest tam ławka, na
której siedzi Forest Gump (ma zniszczone białe buty, wełniane skarpetki w paski
i jasny garnitur o przykrótkich nogawkach w stylu „woda w piwnicy”, a na
kolanach trzyma pudełko czekoladek). Obok niego siedzi Morfeusz z Matrixa (jest
czarny, łysy, ubrany w długi skórzany płaszcz, i ciemne okulary.) Siedzą oni
obok siebie tworząc groteskowy kontrast, i
wpatrują się przenikliwie w Alicję.
Forest Gump: Część Alicjo.
Zagaduje z głupią miną Forest machając do niej dłonią.
Morfeusz: Witaj Alicjo.
Grubym i spokojnym głosem zaczyna Morfeusz.
Alicja nie dopowiada, ale wciąż wpatruje się zrozpaczona
w lustro.
M: Nie płacz, te lustra to tylko iluzja. Tak naprawdę wszystko
jest z Tobą w porządku.
FG: No prawie.
Dodaje Forest cicho za jego plecami i zaczyna się
głupkowato śmiać. Morfeusz rzuca mu zirytowane spojrzenie, po czym kontynuuje.
M: Spójrz na siebie jeszcze raz, ale skup się na tym co widzisz.
Alicja robi to i nagle zaczyna się śmiać.
A: Ja naprawdę jestem normalna…jednak wewnątrz czuję… że mimo
wszystko jestem inna.
Zamyśla się, a mężczyźni patrząc na nią lekko uśmiechając
się.
A: Kim panowie w ogóle są?
Forest zrywa się z ławki, wypina klatę niczym super
bohater i kładąc ręce na biodra mówi grubym głosem.
FG: Jestem
Forest…Forest Gump…
A: Forest Gump? Co to za dziwne imię? Dlaczego nazywasz się
Forest?
Z Foresta „schodzi powietrze”. Staje „normalny”, lekko
się garbiąc.
FG: Mama
mówiła, że to na cześć bohatera wojny secesyjnej, podobno był naszym krewnym.
Założył taki klub o nazwie Ku Klux Klan.
Morfeusz zdenerwowany zrywa się z ławki, wyciąga „zza
pazuchy” metrowy kabel zakończony wtyczką, (który wygląda jak kabel podłączający
do Matrixa) i robi zamach. Forest zasłania się.
FG: Co!?
Morfeusz macha zrezygnowany głową, chowa kabel za
pazuchę, po czym odwraca wzrok w stronę Alicji.
Zaczyna pośpiesznie, widząc, że chce ona o coś
zapytać.
M: Nie ważne,
nie ważne, nie ważne, nie ważne… Posłuchaj moja droga, ja jestem Morfeusz,
cieszę się, że cię widzę.
A: Jestem
Alicja, bardzo mi miło.
M: Twoje imię
nie jest nam obce.
A: Jak to nie
jest wam obce?
M: Spodziewaliśmy
się ciebie, prawda Forest?
Forest totalnie zamyślony, patrząc na pudełko
czekoladek, czuje, że powinien coś powiedzieć, ale nie ma pojęcia co. W końcu
zaczyna, starając się powiedzieć cokolwiek.
FG: Poznałem
kiedyś poławiacza krewetek, mówiliśmy na niego Ba-ba, miał wiedzę o krewetkach
w małym palcu…
Alicja rzuca mu niezrozumiałe spojrzenie, a Morfeusz z
miną twardziela, odsłaniając z pod płaszcza kabel podłączenia do Matrixa, grozi
mu. Forest prostuje się, robi zainteresowaną minę i stara się pokazać jak
bardzo będzie słuchał tego o czym za chwile będą rozmawiać.
A: Nie rozumiem,
jesteście jacyś dziwni…
Morfeusz podchodzi do niej trochę bliżej i mówi powoli
i spokojnie.
M: Alicjo
jesteśmy to-tal-nie nor-mal-ni, nie musisz się nas obawiać.
Kiedy to wypowiada Forest za jego plecami robi głupie
miny i wygłupia się (pajacuje dorabiając Morfeuszowi rogi) Kiedy Morfeusz
odwraca się Forest siedzi na ławce i patrząc w jedno miejsce udaje, że nic się
nie stało. Morfeusz wraca i siada na miejsce.
M: Nie ważne,
nie ważne, nie ważne…
Mruczy sobie pod nosem, po czym odzyskując pewność zaczyna
ponownie.
M: Pozwól powiedzieć mi, dlaczego tu jesteś… Jesteś tu bo wiesz
coś. Nie umiesz wyjaśnić tego co wiesz, ale ta dziwna pewność sięga bardzo
głęboko, głębiej niż uczucia.
Alicja zbliża się do niego zaciekawiona. Morfeusz stuka
Foresta w bok łokciem i przez zęby szepcze do niego.
M: Dawaj to o butach, pamiętasz…
FG: Założę się, że to wygodne buty, pewnie
można w nich chodzić cały dzień i nic nie czuć?
Alicja rzuca mu zafascynowane spojrzenie.
FG: Mama mówiła, że z czyichś butów można
wiele wyczytać. Dokąd idzie, gdzie był, rozumiesz?
Alicja patrzy na swoje buty, zamyśliła się.
A: Tak często wychodzę w nich z domu, ale nie czuję… nie czuję,
żeby te miejsca i uczucia były prawdziwe. Wydaje mi się, że to życie jest snem.
Ci wszyscy ludzie, których mijam… tak jakby lunatykowali, a kiedy ich obudzę,
to nikt z nich nie chce rozmawiać, wolą uciekają od pytań…
Morfeusz razem z Forestem uśmiechają się do siebie
porozumiewawczo.
M: Właśnie, to „uczucie” przyprowadziło cię do mnie… wiesz o czym
mówię… Czy chcesz wiedzieć co to jest?
Alicja milczy wpatrując się głęboko w jego oczy.
M: Niestety nie mogę ci wyjaśnić czym jest prawdziwy świat… ale
możesz przekonać się sama…
Forest Gump otwiera pudełko czekoladek i mówi.
FG: Mama zawsze mówiła, że życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy
nie wiesz co Ci się trafii.
Forest
puentuje to uśmiechem. Morfeusz bierze dwie czekoladki, jedną niebieską, a
drugą czerwoną. Wystawia je przed siebie, wprost przed twarz Alicji.
M: To jest twoja ostatnia szansa, potem nie ma odwrotu. Bierzesz
niebieską czekoladkę: bajka się kończy, budzisz się w swoim łóżku i wierzysz w
cokolwiek chcesz. Bierzesz czerwoną czekoladkę: zostajesz w krainie czarów i
pokazuje Ci jak głęboko sięga królicza nora.
Alicja sięga po czerwoną, a Morfeusz dodaje.
M: Pamiętaj, wszystko co oferuje jest jedynie prawdą, niczym
więcej.
Alicja zjada czerwoną czekoladkę, po czym podchodzi do
lustra i przechodzi przez nie.
Bardzo często ludzie w naszym
otoczeniu mówią nam o tym jacy jesteśmy, bądź jacy mamy być. Jeżeli słyszymy to
rzadko, wtedy potrafimy odróżnić prawdę od fikcji, jednak kiedy słyszymy to przez
cały czas, wtedy może zatrzeć się granica między prawdą, a oczekiwaniami i
opiniami na nasz temat. O tym mówi scena kiedy Alicja wpatruję się w lustro,
które ją wyszczupla, a potem w drugie, które pogrubia. Mimo tego, że w trzecim
lustrze widzi się „normalną”, to nie dociera to do niej. Traci kontakt z
rzeczywistością i poddaje się iluzji. Potem pojawia się strach przed tym, że
będąc „inna”, nie zostanie zaakceptowana, ale odrzucona.
Spójrz teraz na reklamy i otaczające
Cię środowisko. Tworzą one jakiś model ideału, którego człowiek powinien się
trzymać. Przeważnie kobieta ma być szczupła, opalona, ma mieć duże piersi i
małego psa, markowe ciuchy itp. znowuż mężczyzna ma być dobrze zbudowany,
jeździć fajnym samochodem, używać takich, a nie innych produktów itp. Tworzy to
jakieś wyobrażenia. To takie lustro, w którym codziennie się przeglądasz.Zadaj sobie proste pytanie: Ile w odbiciu jest Ciebie, a ile tego kim „powinieneś być”? Z reklam
patrzą na Ciebie uśmiechnięci ludzie mówiący o tym jak masz ubierać się, co
masz zrobić, żeby atrakcyjnie wyglądać, być modnym. Z bilbordów patrzą na
Ciebie postacie, które wyglądają jak „ideał” opisywany przez reklamy. Uśmiechają
się i są szczęśliwi, podpisują się pod tym dając Ci do zrozumienia, że to prawda i też tak powinieneś robić. Ale czy naprawdę musisz być takim "ideałem", żeby się akceptować?
Widząc to, otaczający Cię ludzie
dostosowują się do tego co daje im środowisko i powoli zaciera się granica między
wyobrażeniem jakie ktoś człowiekowi tworzy, a prawdą, która po prostu jest.
Nie chodzi mi o to, że reklamy są
złe, telewizja jest zła, internet jest zły, bo nie są. Nie chodzi mi też o
teorie spiskowe, tajne organizacje i o to, że to co jest lubiane przez
większość jest złe i zawsze trzeba być do tego alternatywą, bo nie trzeba. Nie
chodzi mi też o to, że kupowanie nowych ciuchów, gier, filmów, kosmetyków czy
jakichkolwiek gadżetów jest złe, bo nie jest.
Chodzi mi o coś innego. O
zastanowienie się, czy w naszym życiu żyjemy w prawdzie o sobie i otaczającym
nas świecie, czy może w „wyobrażeniu” o nich.
To „wyobrażenie” to właśnie kłamstwo
tworzone przez nas samych, przez naszych najbliższych, ogólnie przez
informacje, którymi jesteśmy na każdym kroku bombardowani. Prosty przykład.
Osoba, którą szanujesz, powiedzmy znany koszykarz, reklamuję nową linię butów i
mówi Ci, że dzięki tym butom, będziesz lepiej grał w koszykówkę. Kupujesz je z
wiarą w to, że naprawdę będziesz lepiej grał i niesamowite, okazuje się, że gdy
masz je na nogach to naprawdę lepiej grasz.
Ale to nie przez buty, Ty po prostu potrafisz grać! Wyobrażeniem było
to, że potrafisz lepiej grać dzięki butom, a prawdą, że to jest w Tobie i po
prostu potrafisz grać!
Stawanie w prawdzie nie zawsze jest
takie przyjemne. Bardzo często spada nam zasłona z oczu i widzimy siebie nie
jako kochanego syna, świetnego męża, znakomitego nauczyciela, ale np. egoistę,
który wykorzystuje innych do swoich celów. A czy wolisz widzieć się dobrym
człowiekiem, który jest akceptowany, czy może egoistą, którego nikt nie lubi?
Stąd właśnie stanięcie w prawdzie , a nie „wyobrażeniu” jest tak trudne… jednak
jest o co walczyć, bo prawda przynosi wspaniałe owoce.
Inny przykład. Jak często w życiu mamy trudne
chwile, które wolimy wyprzeć z pamięci niż wziąć je na klatę? Wyobraź sobie
małżeństwo, mąż zdradza żonę, ona o tym wie, ale bojąc się, że go straci wmawia
sobie, że nic się nie stało, zachowuje się jakby nigdy nic. Łatwiej jest jej
żyć w swoim wyobrażeniu, niż stanąć w prawdzie. Powoli mąż okazuje jej coraz
mniejsze zainteresowanie, a ona pogrąża się w coraz większym kłamstwie.
Dochodzi do tego, że zaczyna zadowalać się okruchami ze stołu, uważając, że
naje się nimi do syta i to wszystko co może otrzymać. To znaczy cieszy się,
kiedy na przykład mąż nie śpi u swojej kochanki tylko zostaje w domu na noc. To co powinno być podstawą, staje się dla niej czymś odległym, czymś na co może nie zasługiwać. Przez życie w wyobrażeniu i niemożnością stanięcia w prawdzie traci poczucie
własnej wartości, zapomina o tym kim jest.
Teraz spójrz na „większy obrazek”,
nie na siebie, ale na świat, który Cię otacza i pomyśl szczerze, czy lepiej
byłoby Ci żyć w prawdzie i widzieć świat takim jakim jest naprawdę, czy żyć w
cukierkowym świecie, życiem, które ktoś Ci wymyślił? I o tym mówi właśnie druga
część scenariusza. Alicja staje przed wyborem, Morfeusz daje jej dwie tabletki.
Może stanąć w prawdzie, albo uciec do cukierkowego świata, w którym otrzyma
okruchy ze stołu, ale nigdy nie będzie wolna.
Spójrz na biblijną historię Izraela,
dokładnie czasu kiedy był w Egipcie. Znaleźli się tam, dzięki błogosławieństwu
Boga, to On pokierował Józefem tak, że sprowadził swoich braci, ojca Jakuba i
całą rodzinę do Egiptu, który wtedy (dzięki odczytaniu przez Józefa snów
faraona) stał się potęgą. Mało tego, Izrael osiadł w najżyźniejszej Egipskiej
ziemi – Ramzes.
Kiedy zmarł Józef i faraon,
Izraelowi Bóg wciąż błogosławił, było ich coraz więcej, a ich trzoda mnożyła
się jak nikogo innego w Egipcie. Wtedy pojawiła się zazdrość. Wielu przeszkadzało
to, że „pasterzom” powodzi się tak dobrze, a nowy faraon zobaczył w nich tanią siłę roboczą. Dlatego zniewolił cały naród Izraela i zaciągnął do
pracy.
Pracowali ciężko dostając tylko to
co im dano. Byli niewolnikami nie tylko fizycznie, ale także mentalnie. Wtedy
pojawił się Mojżesz i chciał wyprowadzić swój naród z Egiptu. Izrael stanął
przed wyborem. Po wszystkich plagach, którymi Jahwe dotknął Egipt mogli w końcu
wyruszyć. Ale przecież nie musieli iść.
W Egipcie, dostawali od swoich panów
miejsce do spania i marne jedzenie. Mogło im się to wydawać czymś pewnym, żyli
w jakiejś iluzji, że to może ich uszczęśliwić. Nie znali wolności, a może znali
i jej nie chcieli, a może tak bardzo przesiąkli opinią innych, że nie czuli już
własnej wartości? Mogli wyruszyć w drogę, która nie wiadomo gdzie ich doprowadzi,
trudzić się, aby w końcu zrzucić zasłonę i stanąć w prawdzie, albo dalej być niewolnikami i karmić się wyobrażeniem, które stworzyli im inni ludzie.
Lud Izrael zaufał Bogu i wyszedł z
Egiptu, spędził 40 lat na pustyni, aby w końcu dotrzeć do Ziemi Obiecanej.
Pokonał wiele trudów, ale było warto. Nie zrobił tego dla siebie, ponieważ
całe pokolenie, które wyszło z Egiptu, razem z Mojżeszem i Aaronem umarło
(przeżył tylko Jozue i Kaleb), ale dla następnych pokoleń, aby żyły wolne i
nie bały się prawdy o tym kim są.
A czy podobnej sytuacji nie miał
Bilbo Bagins, który mimo cieplutkiej norki i spokojnego życia, postanowił wyruszyć na niebezpieczną wyprawę? Posłuchać tego wewnętrznego Głosu i wykonać ten przysłowiowy krok, a potem następny i następny… Kto wie, czy gdzieś tam głęboko w sobie nie czuł się w tej pięknej
norce po prostu więźniem?
Staniecie w prawdzie i dokonanie
wyboru bardzo często jest początkiem przygody, jest wyjściem z Egiptu, błądzeniem
przez symboliczne 40 lat, aby w końcu dotrzeć do Ziemi Obiecanej, miejsca, w
którym powinniśmy się znaleźć.
Po co o tym napisałem? Ponieważ
stanięcie w prawdzie jest kluczowe jeżeli chcesz wyjść ze swojej strefy
komfortu, oddać się pasji, powołaniu, poznać swoje talenty i cel w jakim je
dostałeś, i najnormalniej w świecie „dzielić się” z innymi.
A co gdyby to do Ciebie przyszedł
Morfeusz dając dwie możliwości:
Stanięcia w prawdzie, zobaczenia
siebie i świata takimi jakie są naprawdę, albo życia w pięknym, cukierkowym
świecie, który nie jest prawdziwy.