poniedziałek, 22 grudnia 2014

Czy wybrałeś już swojego super bohatera na Święta? Czyli Spider Man, Hulk, Kapitan Ameryka i …


Święta tuż tuż. W „oknie na świat” jedzie czerwono – biała ciężarówka, a Kevin ponownie zostanie sam w domu. Z każdej strony dochodzą informacje, mówiące to samo „Kupuj! Kupuj! Musisz coś kupić, żeby być szczęśliwym w te Święta!”. Biadolimy ile jest jeszcze do zrobienia i w szaleńczym pędzie gonimy za czymś i chyba sami nie wiemy za czym, a ze sklepowych półek patrzą na nas IDEALNE prezenty dla bliskich. No w takiej niskiej cenie to chyba nigdy nie były?

Boom i zaczęło się, jedna rodzina, wyżerka, prezenty, pasterka, druga rodzina, wyżerka, dojście do siebie, ponarzekanie jak się obżarłem (+ polityka, Kościół i ploteczki), sprzątanie, ponownie wyżerka, chwila wytchnienia, albo wytrzeźwienia i powrót do codzienności. To wszystko, po to, żeby potem z ust padło monumentalne „Święta, Święta i po Świętach…”. Wiem, że brzmi to bardzo przygnębiająco, ale nie martw się, w tym całym zamieszaniu nie napisałem najważniejszego. To tak naprawdę zmienia wszystko. O co mi chodzi?

Szanując Twój czas (którego na pewno nie masz w tych dniach zbyt dużo) chciałbym Ci w skrócie przedstawić cztery krótkie historie.

Spider Man – tak naprawdę Peter Parker. Był sierotą i samotnikiem, uwielbiał naukę. Podczas jednego z doświadczeń w rękę ugryzł go napromieniowany pająk. Po jakimś czasie Peter zrozumiał, że ma teraz pajęcze super moce m.in. chodzenie po ścianach, wyjątkową siłę i zwinność, a także zmysł wyczuwania zagrożenia. Uszył kostium i korzystając z super mocy, dla pieniędzy, startować w zawodach wrestlingu, był w to bardzo dobry i zrobiło się o nim głośno, zaczęto nazywać go Niesamowity Człowiek - Pająk. Kiedyś nie zatrzymał uciekającego bandyty, ponieważ uważał, że to nie jego sprawa. Po tej sytuacji wrócił do domu, a jego wujek Ben został zabity przez tego samego przestępcę, którego wtedy nie zatrzymał. Dokonał zemsty, a potem zaczął pomagać ludziom ratując wiele razy świat przez zniszczeniem, które zaserwować mu chciały złe charaktery.

Hulk – Tak naprawdę doktor Bruce Banner. W dzieciństwie ofiara przemocy w rodzinie. Jako młody fizyk podczas pracy nad promieniowaniem gamma uległ nieszczęśliwemu wypadkowi i został napromieniowany ogromną dawką. Po wypadku, za każdym razem kiedy wpadał w złość zmieniał się w wielkiego zielonego potwora Hulka, który nie kontrolując się niszczy wszystko co napotkał na swojej drodze. Hulk jest niespotykanie silny, kuloodporny i wiecznie wściekły. Bruce Banner stara się kontrolować i nie wpadać we wściekłość, ale jest to bardzo trudne. Dlatego szuka lekarstwa na Hulka, którego nosi w sobie. Hulk nie zabija ludzi, widząc ich przerażone twarze najczęściej łagodnieje i na powrót staje się Brucem Bannerem.

Kapitan Ameryka – tak naprawdę Steven Rogers. Podobnie jak Peter Parker był sierotą. Postanowił zaciągnąć się do armii, ale nie udało mu się z powodu zdrowia. Naprzeciw wyszedł mu pewien doktor, który kierował tajnym wojskowym projektem mającym na celu stworzyć oddział super – żołnierzy. Steve dostał się do tego oddziału. Przyjął serum super – żołnierza i dzięki niemu zwiększyła się jego siła fizyczna, wytrzymałość, szybkość i inteligencja. Niestety doktora zamordowano i Steve pozostał jedynym super – żołnierzem. Steve jako Kapitan Ameryko podejmuję się super tajnych misji, aby obronić swój kraj przed złymi ludźmi.  

Jezus Chrystus – Jego narodzenie zostało zwiastowane Maryi przez Archanioła Gabriela. Narodził się w Betlejem. Porodziła Go Maryja, a Jego ziemskim ojcem był Józef. Jan Chrzciciel ochrzcił Go w rzece Jordan i oznajmił, że Jezus jest Mesjaszem i Synem Bożym. Potem zstąpił na Jezusa Duch Święty. Jezus zaczął czynić cuda, uzdrawiać trędowatych, przywracać niewidomym wzrok, rozmnażać jedzenie, wypędzać demony i wskrzeszać ludzi.  Zebrał swoich uczniów i razem z nimi świadczył o Bogu i o tym, że jest Jego Synem. Cały świat leżał u Jego stóp, mógł z nim zrobić co chciał, On jednak poddał się woli Ojca (Boga) i oddał swoje życie za ludzi, za nasze grzechy (naprawił to co zniszczył Adam w Raju). Został ubiczowany, ukrzyżowany i złożony w grobie. Ale Jezus zmartwychwstał i nakazał swoim uczniom głosić Dobrą Nowinę, czyli Ewangelię, czyli historię Jezusa Chrystusa.

Wszystkie historie mówią o kimś wyjątkowym, budzącym wiele emocji, ratującym świat, mającym coś do zrobienia, to wspaniałe. Co je od siebie różni? To, że tylko jedna z tych historii jest prawdziwa. Która?



Trzy z czterech opisanych postaci zostało wymyślone przez człowieka i nigdy nie istniały w rzeczywistości. Ale jedna z nich istniała naprawdę. Uroczystość, w której niebawem będziesz uczestniczył mówi o cudzie Jego narodzenia, o chwalę Jego i Jego Rodziców i jest wspaniałym początkiem. Ukazuję nam on fragment najpiękniejszej z historii ofiarowanej ludziom przez Boga.   

Gwarantuję Ci, że jeżeli w te Święta ogarniesz to co naprawdę ważne, to nie zakończysz ich z przysłowiowym westchnieniem „Święta, Święta i po Świętach”.


Czy wiesz już kto będzie Twoim super bohaterem na te Święta?


niedziela, 14 grudnia 2014

Hobbit Bilbo Bagins, tabletki Morfeusza, Forest Gump i Alicja w Krainie Czarów, czyli „Życie to teatrzyk nikt się nie ogląda każdy patrzy”




Nie przerażaj się długością tekstu! Zaraz wszystko Ci wyjaśnię :) 
            
Kilka lat temu napisałem scenariusz sztuki teatralnej, która potem wystawiona została w Teatrze Lalki i Aktora w Opolu. Zagrali w niej młodzi aktorzy biorący udział w projekcie „aToMy”, a reżyserią zajęli się nauczyciele prowadzący pracownie teatralne w Młodzieżowym Domu Kultury.

Fragment scenariusza będzie dobrym przykładem tego czym chciałbym się z Tobą dzisiaj podzielić. Może wydawać się długi, ale czyta się go ekspresowo.

Na początek zobacz te dwa króciutkie filmiki.




                                


Akt 1 scena 3

Alicja znajduje się w komnacie luster. Spogląda na swoje odbicie.
Alicja: Gdzie ja jestem? Wszędzie są lustra. Podejdę do jakiegoś i zobaczę jak wyglądam.
W  pierwszym lustrze widzi siebie inną, zniekształconą. Lustro rozciąga ją i wygląda na wychudzonego olbrzyma.
A: O jejku! Jak ja mogłam stracić tyle kilogramów? O jejku, jejku co na to powie moja siostra? Jak mogłam doprowadzić się do takiego stanu?  
Podchodzi do drugiego. To lustro ją pogrubia.
A: Co się ze mną dzieje!?  Przecież to nie jestem ja!
Podchodzi do kolejnego lustra i dotyka go. Patrzy na siebie, jednak nie dostrzega, że wygląda w nim normalnie. Najważniejsze stają się poprzednie odbicia.
A: Jak ja wyglądam… wszyscy teraz będą się ze mnie śmiali… zostanę sama.
Siada na ziemi i zaczyna płakać.

Światło pada na drugą część sceny. Jest tam ławka, na której siedzi Forest Gump (ma zniszczone białe buty, wełniane skarpetki w paski i jasny garnitur o przykrótkich nogawkach w stylu „woda w piwnicy”, a na kolanach trzyma pudełko czekoladek). Obok niego siedzi Morfeusz z Matrixa (jest czarny, łysy, ubrany w długi skórzany płaszcz, i ciemne okulary.) Siedzą oni obok siebie tworząc groteskowy kontrast, i  wpatrują się przenikliwie w Alicję.

Forest Gump: Część Alicjo.
Zagaduje z głupią miną Forest machając do niej dłonią.
Morfeusz: Witaj Alicjo.
Grubym i spokojnym głosem zaczyna Morfeusz.
Alicja nie dopowiada, ale wciąż wpatruje się zrozpaczona w lustro.
M: Nie płacz, te lustra to tylko iluzja. Tak naprawdę wszystko jest z Tobą w porządku.
FG: No prawie.
Dodaje Forest cicho za jego plecami i zaczyna się głupkowato śmiać. Morfeusz rzuca mu zirytowane spojrzenie, po czym kontynuuje.
M: Spójrz na siebie jeszcze raz, ale skup się na tym co widzisz.
Alicja robi to i nagle zaczyna się śmiać.
A: Ja naprawdę jestem normalna…jednak wewnątrz czuję… że mimo wszystko jestem inna.
Zamyśla się, a mężczyźni patrząc na nią lekko uśmiechając się.
A: Kim panowie w ogóle są?
Forest zrywa się z ławki, wypina klatę niczym super bohater i kładąc ręce na biodra mówi grubym głosem.
FG: Jestem Forest…Forest Gump…
A: Forest Gump? Co to za dziwne imię? Dlaczego nazywasz się Forest?
Z Foresta „schodzi powietrze”. Staje „normalny”, lekko się garbiąc.
FG: Mama mówiła, że to na cześć bohatera wojny secesyjnej, podobno był naszym krewnym. Założył taki klub o nazwie Ku Klux Klan.
Morfeusz zdenerwowany zrywa się z ławki, wyciąga „zza pazuchy” metrowy kabel zakończony wtyczką, (który wygląda jak kabel podłączający do Matrixa) i robi zamach. Forest zasłania się.
FG: Co!?
Morfeusz macha zrezygnowany głową, chowa kabel za pazuchę, po czym odwraca wzrok w stronę Alicji.
Zaczyna pośpiesznie, widząc, że chce ona o coś zapytać.
M: Nie ważne, nie ważne, nie ważne, nie ważne… Posłuchaj moja droga, ja jestem Morfeusz, cieszę się, że cię widzę.
A: Jestem Alicja, bardzo mi miło.
M: Twoje imię nie jest nam obce.
A: Jak to nie jest wam obce?
M: Spodziewaliśmy się ciebie, prawda Forest?
Forest totalnie zamyślony, patrząc na pudełko czekoladek, czuje, że powinien coś powiedzieć, ale nie ma pojęcia co. W końcu zaczyna, starając się powiedzieć cokolwiek.
FG: Poznałem kiedyś poławiacza krewetek, mówiliśmy na niego Ba-ba, miał wiedzę o krewetkach w małym palcu…
Alicja rzuca mu niezrozumiałe spojrzenie, a Morfeusz z miną twardziela, odsłaniając z pod płaszcza kabel podłączenia do Matrixa, grozi mu. Forest prostuje się, robi zainteresowaną minę i stara się pokazać jak bardzo będzie słuchał tego o czym za chwile będą rozmawiać.
A: Nie rozumiem, jesteście jacyś dziwni…
Morfeusz podchodzi do niej trochę bliżej i mówi powoli i spokojnie.
M: Alicjo jesteśmy to-tal-nie nor-mal-ni, nie musisz się nas obawiać.
Kiedy to wypowiada Forest za jego plecami robi głupie miny i wygłupia się (pajacuje dorabiając Morfeuszowi rogi) Kiedy Morfeusz odwraca się Forest siedzi na ławce i patrząc w jedno miejsce udaje, że nic się nie stało. Morfeusz wraca i siada na miejsce.
M: Nie ważne, nie ważne, nie ważne…
Mruczy sobie pod nosem, po czym odzyskując pewność zaczyna ponownie.
M: Pozwól powiedzieć mi, dlaczego tu jesteś… Jesteś tu bo wiesz coś. Nie umiesz wyjaśnić tego co wiesz, ale ta dziwna pewność sięga bardzo głęboko, głębiej niż uczucia.
Alicja zbliża się do niego zaciekawiona. Morfeusz stuka Foresta w bok łokciem i przez zęby szepcze do niego.
M: Dawaj to o butach, pamiętasz…
FG: Założę się, że to wygodne buty, pewnie można w nich chodzić cały dzień i nic nie czuć?
Alicja rzuca mu zafascynowane spojrzenie.  
FG: Mama mówiła, że z czyichś butów można wiele wyczytać. Dokąd idzie, gdzie był, rozumiesz?
Alicja patrzy na swoje buty, zamyśliła się.
A: Tak często wychodzę w nich z domu, ale nie czuję… nie czuję, żeby te miejsca i uczucia były prawdziwe. Wydaje mi się, że to życie jest snem. Ci wszyscy ludzie, których mijam… tak jakby lunatykowali, a kiedy ich obudzę, to nikt z nich nie chce rozmawiać, wolą uciekają od pytań…
Morfeusz razem z Forestem uśmiechają się do siebie porozumiewawczo.
M: Właśnie, to „uczucie” przyprowadziło cię do mnie… wiesz o czym mówię… Czy chcesz wiedzieć co to jest?
Alicja milczy wpatrując się głęboko w jego oczy.
M: Niestety nie mogę ci wyjaśnić czym jest prawdziwy świat… ale możesz przekonać się sama…
Forest Gump otwiera pudełko czekoladek i mówi.
FG: Mama zawsze mówiła, że życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz co Ci się trafii.
Forest puentuje to uśmiechem. Morfeusz bierze dwie czekoladki, jedną niebieską, a drugą czerwoną. Wystawia je przed siebie, wprost przed twarz Alicji.
M: To jest twoja ostatnia szansa, potem nie ma odwrotu. Bierzesz niebieską czekoladkę: bajka się kończy, budzisz się w swoim łóżku i wierzysz w cokolwiek chcesz. Bierzesz czerwoną czekoladkę: zostajesz w krainie czarów i pokazuje Ci jak głęboko sięga królicza nora.
Alicja sięga po czerwoną, a Morfeusz dodaje.
M: Pamiętaj, wszystko co oferuje jest jedynie prawdą, niczym więcej.
Alicja zjada czerwoną czekoladkę, po czym podchodzi do lustra i przechodzi przez nie.
 

Bardzo często ludzie w naszym otoczeniu mówią nam o tym jacy jesteśmy, bądź jacy mamy być. Jeżeli słyszymy to rzadko, wtedy potrafimy odróżnić prawdę od fikcji, jednak kiedy słyszymy to przez cały czas, wtedy może zatrzeć się granica między prawdą, a oczekiwaniami i opiniami na nasz temat. O tym mówi scena kiedy Alicja wpatruję się w lustro, które ją wyszczupla, a potem w drugie, które pogrubia. Mimo tego, że w trzecim lustrze widzi się „normalną”, to nie dociera to do niej. Traci kontakt z rzeczywistością i poddaje się iluzji. Potem pojawia się strach przed tym, że będąc „inna”, nie zostanie zaakceptowana, ale odrzucona.

            
Spójrz teraz na reklamy i otaczające Cię środowisko. Tworzą one jakiś model ideału, którego człowiek powinien się trzymać. Przeważnie kobieta ma być szczupła, opalona, ma mieć duże piersi i małego psa, markowe ciuchy itp. znowuż mężczyzna ma być dobrze zbudowany, jeździć fajnym samochodem, używać takich, a nie innych produktów itp. Tworzy to jakieś wyobrażenia. To takie lustro, w którym codziennie się przeglądasz. Zadaj sobie proste pytanie: Ile w odbiciu jest Ciebie, a ile tego kim „powinieneś być”? Z reklam patrzą na Ciebie uśmiechnięci ludzie mówiący o tym jak masz ubierać się, co masz zrobić, żeby atrakcyjnie wyglądać, być modnym. Z bilbordów patrzą na Ciebie postacie, które wyglądają jak „ideał” opisywany przez reklamy. Uśmiechają się i są szczęśliwi, podpisują się pod tym dając Ci do zrozumienia, że to prawda i też tak powinieneś robić. Ale czy naprawdę musisz być takim "ideałem", żeby się akceptować?
            
Widząc to, otaczający Cię ludzie dostosowują się do tego co daje im środowisko i powoli zaciera się granica między wyobrażeniem jakie ktoś człowiekowi tworzy, a prawdą, która po prostu jest.
            
Nie chodzi mi o to, że reklamy są złe, telewizja jest zła, internet jest zły, bo nie są. Nie chodzi mi też o teorie spiskowe, tajne organizacje i o to, że to co jest lubiane przez większość jest złe i zawsze trzeba być do tego alternatywą, bo nie trzeba. Nie chodzi mi też o to, że kupowanie nowych ciuchów, gier, filmów, kosmetyków czy jakichkolwiek gadżetów jest złe, bo nie jest.
            
Chodzi mi o coś innego. O zastanowienie się, czy w naszym życiu żyjemy w prawdzie o sobie i otaczającym nas świecie, czy może w „wyobrażeniu” o nich.
            
To „wyobrażenie” to właśnie kłamstwo tworzone przez nas samych, przez naszych najbliższych, ogólnie przez informacje, którymi jesteśmy na każdym kroku bombardowani. Prosty przykład. Osoba, którą szanujesz, powiedzmy znany koszykarz, reklamuję nową linię butów i mówi Ci, że dzięki tym butom, będziesz lepiej grał w koszykówkę. Kupujesz je z wiarą w to, że naprawdę będziesz lepiej grał i niesamowite, okazuje się, że gdy masz je na nogach to naprawdę lepiej grasz.  Ale to nie przez buty, Ty po prostu potrafisz grać! Wyobrażeniem było to, że potrafisz lepiej grać dzięki butom, a prawdą, że to jest w Tobie i po prostu potrafisz grać!
            
Stawanie w prawdzie nie zawsze jest takie przyjemne. Bardzo często spada nam zasłona z oczu i widzimy siebie nie jako kochanego syna, świetnego męża, znakomitego nauczyciela, ale np. egoistę, który wykorzystuje innych do swoich celów. A czy wolisz widzieć się dobrym człowiekiem, który jest akceptowany, czy może egoistą, którego nikt nie lubi? Stąd właśnie stanięcie w prawdzie , a nie „wyobrażeniu” jest tak trudne… jednak jest o co walczyć, bo prawda przynosi wspaniałe owoce.
            
Inny przykład. Jak często w życiu mamy trudne chwile, które wolimy wyprzeć z pamięci niż wziąć je na klatę? Wyobraź sobie małżeństwo, mąż zdradza żonę, ona o tym wie, ale bojąc się, że go straci wmawia sobie, że nic się nie stało, zachowuje się jakby nigdy nic. Łatwiej jest jej żyć w swoim wyobrażeniu, niż stanąć w prawdzie. Powoli mąż okazuje jej coraz mniejsze zainteresowanie, a ona pogrąża się w coraz większym kłamstwie. Dochodzi do tego, że zaczyna zadowalać się okruchami ze stołu, uważając, że naje się nimi do syta i to wszystko co może otrzymać. To znaczy cieszy się, kiedy na przykład mąż nie śpi u swojej kochanki tylko zostaje w domu na noc. To co powinno być podstawą, staje się dla niej czymś odległym, czymś na co może nie zasługiwać. Przez życie w wyobrażeniu i niemożnością stanięcia w prawdzie traci poczucie własnej wartości, zapomina o tym kim jest.
            
Teraz spójrz na „większy obrazek”, nie na siebie, ale na świat, który Cię otacza i pomyśl szczerze, czy lepiej byłoby Ci żyć w prawdzie i widzieć świat takim jakim jest naprawdę, czy żyć w cukierkowym świecie, życiem, które ktoś Ci wymyślił? I o tym mówi właśnie druga część scenariusza. Alicja staje przed wyborem, Morfeusz daje jej dwie tabletki. Może stanąć w prawdzie, albo uciec do cukierkowego świata, w którym otrzyma okruchy ze stołu, ale nigdy nie będzie wolna.
            
Spójrz na biblijną historię Izraela, dokładnie czasu kiedy był w Egipcie. Znaleźli się tam, dzięki błogosławieństwu Boga, to On pokierował Józefem tak, że sprowadził swoich braci, ojca Jakuba i całą rodzinę do Egiptu, który wtedy (dzięki odczytaniu przez Józefa snów faraona) stał się potęgą. Mało tego, Izrael osiadł w najżyźniejszej Egipskiej ziemi – Ramzes.
            
Kiedy zmarł Józef i faraon, Izraelowi Bóg wciąż błogosławił, było ich coraz więcej, a ich trzoda mnożyła się jak nikogo innego w Egipcie. Wtedy pojawiła się zazdrość. Wielu przeszkadzało to, że „pasterzom” powodzi się tak dobrze, a nowy faraon zobaczył w nich tanią siłę roboczą. Dlatego zniewolił cały naród Izraela i zaciągnął do pracy.     
            
Pracowali ciężko dostając tylko to co im dano. Byli niewolnikami nie tylko fizycznie, ale także mentalnie. Wtedy pojawił się Mojżesz i chciał wyprowadzić swój naród z Egiptu. Izrael stanął przed wyborem. Po wszystkich plagach, którymi Jahwe dotknął Egipt mogli w końcu wyruszyć. Ale przecież nie musieli iść.
            
W Egipcie, dostawali od swoich panów miejsce do spania i marne jedzenie. Mogło im się to wydawać czymś pewnym, żyli w jakiejś iluzji, że to może ich uszczęśliwić. Nie znali wolności, a może znali i jej nie chcieli, a może tak bardzo przesiąkli opinią innych, że nie czuli już własnej wartości? Mogli wyruszyć w drogę, która nie wiadomo gdzie ich doprowadzi, trudzić się, aby w końcu zrzucić zasłonę i stanąć w prawdzie, albo dalej być niewolnikami i karmić się wyobrażeniem, które stworzyli im inni ludzie.
            
Lud Izrael zaufał Bogu i wyszedł z Egiptu, spędził 40 lat na pustyni, aby w końcu dotrzeć do Ziemi Obiecanej. Pokonał wiele trudów, ale było warto. Nie zrobił tego dla siebie, ponieważ całe pokolenie, które wyszło z Egiptu, razem z Mojżeszem i Aaronem umarło (przeżył tylko Jozue i Kaleb), ale dla następnych pokoleń, aby żyły wolne i nie bały się prawdy o tym kim są.      
            
A czy podobnej sytuacji nie miał Bilbo Bagins, który mimo cieplutkiej norki i spokojnego życia, postanowił wyruszyć na niebezpieczną wyprawę? Posłuchać tego wewnętrznego Głosu i wykonać ten przysłowiowy krok, a potem następny i następny… Kto wie, czy gdzieś tam głęboko w sobie nie czuł się w tej pięknej norce po prostu więźniem?
            
Staniecie w prawdzie i dokonanie wyboru bardzo często jest początkiem przygody, jest wyjściem z Egiptu, błądzeniem przez symboliczne 40 lat, aby w końcu dotrzeć do Ziemi Obiecanej, miejsca, w którym powinniśmy się znaleźć.
            
Po co o tym napisałem? Ponieważ stanięcie w prawdzie jest kluczowe jeżeli chcesz wyjść ze swojej strefy komfortu, oddać się pasji, powołaniu, poznać swoje talenty i cel w jakim je dostałeś, i najnormalniej w świecie „dzielić się” z innymi. 
            
A co gdyby to do Ciebie przyszedł Morfeusz dając dwie możliwości:
Stanięcia w prawdzie, zobaczenia siebie i świata takimi jakie są naprawdę, albo życia w pięknym, cukierkowym świecie, który nie jest prawdziwy.
           

 Jakiego dokonałbyś wyboru?

piątek, 21 listopada 2014

Zapiski Małego Zmieniacza Świata: Jak ogarnąć to zamieszanie?

Cz. 5.Ale ja jestem beznadziejny...

 Chciałoby się powiedzieć „Ale ja jestem beznadziejny, już prawie 1000 osób sprawdziło bloga, a nikt nie skomentował”. Albo „Naprawdę nie mam żadnych pasji i talentu, więc czym mam się dzielić z innymi?”, a może „Nie mam w sobie nic wartościowego i nie nadaję się do jakieś dzielenia”, „Ja? No co ty…”. Codziennie napotykamy wiele sytuacji, które podważają naszą wartość, blokują nas, każą się wycofać, albo w ogóle nie angażować, ukazują nam siebie samych jako beznadziejnych, ale „Im cięższa jest walka, tym wspanialsze zwycięstwo”. Zobaczcie sami.  



Nick będąc młodym chłopcem chciał się zabić, ponieważ nie czuł swojej wartości. Dzisiaj jeździ po całym świecie i opowiada ludziom swoją historię. Motywuje ich do życia i daje nadzieję. Dzieli się z nimi swoim życiem, aby spojrzeli na siebie z innej perspektywy i zrozumieli jak wiele mają.

Teraz pomyśl, jak to możliwe, że mając tak wiele nie masz się czym dzielić?  

Zawsze znajdzie się jakaś wymówka, żeby nie narażać się na ocenę innych. Aby nie opuszczać swojej „strefy komfortu”, nie podejmować wyzwań, nie walczyć ze strachem, który przecież atakuje każdego z nas. Organizacja imprezy jest bardzo często polem bitwy gdzie toczą się ciężkie boje, jednak jest również wspaniałą przygodą, która może zmienić Twoje życie. Ja spakowałem plecak, wyszedłem z domu i walczę. Mimo wielu przeciwności uważam, że to najlepsza decyzja jaką mogłem podjąć.
  
Niezależnie od tego, kto z nas jest bardziej beznadziejny, czy ja jako bloger, czy Ty jako ktokolwiek kogo sobie wymyślisz, to i tak wiem, że jeżeli masz czyste intencje, robisz coś z głębi serducha i ciężko nad tym pracujesz, to niezależnie od wszystkiego i tak jesteś zwycięzcą. Twoje działanie ma ogromną wartość i będą z tego dobre owoce. Każdy z nas jest wartościowy i ma się czym dzielić, nawet jeżeli uważa, że nie ma żadnych talentów.

Ps. Będąc kilka dni temu na spotkaniu w gimnazjum, opowiadałem dzieciakom o hip-hopie i o tym co wydarzyło się w moim życiu. Pamiętam jak jedna z dziewczyn powiedziała, że nic nie potrafi i nie ma żadnego talentu. Nie czuła swojej wartości. Mimo to, jej szczerość zainspirowała mnie do tego, żeby napisać tę notkę i po prostu być szczerym. Podzieliła się ze mną czymś, co być może było dla niej trudne, wyszła ze swojej "strefy komfortu" i pokonała strach, a to niewątpliwie ma ogromną wartość:) Dziękuję i pozdrawiam. 

piątek, 7 listopada 2014

Zapiski Małego Zmieniacza Świata: Jak ogarnąć to zamieszanie?

Cz. 4 Co wspólnego mają ze sobą dowcipy z Familiady i organizacja imprez?
                                         


         Czy zdarzyło Ci się kiedyś, że w towarzystwie ktoś opowiedział dowcip, a kiedy skończył to nikt się nie śmiał? Dość krępująca sytuacja… Może jego dowcip był „sucharem” i potrzebował legendy informującej o momencie zakończenia, a może po prostu osoba opowiadająca nie znała towarzystwa i przez swoją niewiedzę nie wstrzeliła się z „repertuarem”. Na przykład, na imprezie organizowanej przez komendę policji, w towarzystwie policjantów, wypaliła dowcip o policjantach.

         Dlaczego taki tytuł i co ma on wspólnego z organizacją imprezy? Odpowiedź podobnie jak poprzednie jest bardzo prosta. Ale za nim o tym, powróćmy do poprzednich notek i spróbujmy podsumować to co już wiemy. Kilka najważniejszych rzeczy:

1. Wszyscy jesteśmy organizatorami tylko nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę.

2. Każdy człowiek ma w sobie potrzebę dzielenia się, a organizacja imprezy jest na to świetnym sposobem.

3. To co darzysz pasją, bądź sprawia Ci przyjemność, czy to hip-hop, wyścigi rowerowe, szydełkowanie, ping-pong, aktorstwo, wychowywanie dzieci, wnoszenie lodówek na 10 piętro, przesiadywanie na facebooku, projektowanie ciuchów, czy układanie chodników, absolutnie wszystko jest Twoim narzędziem do realizacji celów i przekazywania wartości.

4. Wszystko dookoła Ciebie możesz wykorzystać jako narzędzie do dzielenia się, niezależnie od tego czy to rzecz, czy czynność. Ogranicza Cię tylko Twoja wiara.

5. Jeżeli wybrane narzędzie darzysz pasją i lubisz go używać, wtedy Twoje działanie najprawdopodobniej będzie sprawiać Ci radość, a co za tym idzie używanie go będzie efektywniejsze.
6. Używasz narzędzia nie po to, aby go po prostu używać, ale masz w tym jakiś cel (świadomie bądź nieświadomie).

7. Niezależnie od tego w jaki sposób używasz danych Ci narzędzi, to ukazujesz ludziom pewne wartości (świadomie bądź nieświadomie) i w jakiś sposób wpływasz na otaczający Cię świat.

8. Zorganizowanie dobrej imprezy wcale nie jest takie proste…

9. Za nim zaczniemy działać powinniśmy stanąć w prawdzie i odpowiedzieć sobie na 3 pytania:
- Po co to robię?
- Jaki ma to cel?
- Czego oczekuję w zamian?

            Niezależnie od tego czy odnalazłeś(aś) już narzędzie, cel i pomysł na działanie, niezależnie do tego, czy odkryłeś(aś) już coś co darzysz pasją, niezależnie od tego, czy odpowiedziałeś(aś) sobie na te 3 pytania i niezależnie nawet od tego czy czujesz w sobie potrzebę dzielenia się! To i tak powinieneś(aś) zastanowić się nad  pewną sprawą.

I tu powracamy do tytułu związanego z Familiadą. Nie, nie chodzi mi o to, żebyś wygryzł(a) Strasburgera z Familiady, ale żebyś spojrzał(a) na pewien mechanizm. Każde pytanie, na które odpowiadają uczestnicy gry jest punktowane. Ilość punktów zależy od tego ilu ankietowanych udzieliło takiej samej odpowiedzi na zadane pytanie. Czyli dajmy na to, pytamy 100 osób „Najlepsze miejsce na wakacje w Polsce?” i 40 osób odpowiada „Zakopane”, 20 „Gdańsk”, a 15 „Sopot”. Jeżeli gracz na to samo pytanie odpowie „Zakopane”, wtedy jego drużyna zyskuje 40 punktów. Ilość uzyskanych punktów związana jest z tym jak odpowiedzieli na to samo pytanie inni. Czyli, żeby uzyskać jak najwięcej punktów musimy wczuć się w to co mogą myśleć inni ludzie. Rozumiesz? Teraz przypomnij sobie tę osobę, o której pisałem na początku. Gdyby znała potrzeby tych ludzi, wiedziała kim są, gdyby rozejrzała się dookoła i zobaczyła coś więcej niż siebie, wtedy nie wypaliłaby takiej głupoty.

Teraz wyobraźmy sobie, że ktoś w miejscu, w którym mieszkasz zadaje pytanie 100 osobom „Co jest Ci potrzebne?”. Jak myślisz jakie będą odpowiedzi? Pieniądze, lepsza praca, własny dom, spokój z teściową, kino, piątki w szkole, dodatkowe zajęcia z muzyki? Nie wiem, Ty na pewno znasz swoje środowisko lepiej ode mnie. Ale odpowiedzi powinny być dla Ciebie bardzo ważne, i nie chodzi o to, że wystąpisz w Familiadzie...

Dlaczego o tym piszę i co to ma wspólnego z organizacją imprez?
Chcesz działać i DZIELIĆ się z innymi? Niezależnie od tego, czy masz już obraną drogę, czy jeszcze szukasz powinieneś znać potrzeby otoczenia, ponieważ Twoje potrzeby mogą przesłonić Twoją chęć dzielenia się. Mogą sprawić, że będziesz stał(a) sam(a) przed lustrem i klepiąc się po plecach chełpił(a) tym jaki(a) jesteś wspaniały(a), a inni nic z tego nie będą mieli, albo ludzi nie będzie obchodziło to co czym chcesz się dzielić i nikogo nie zainteresujesz swoim działaniem. 

Dlatego warto zastanowić się nad tym czego potrzebują ludzie w Twoim otoczeniu, a ta wiedza pomorze Ci odnaleźć cel, dobrać narzędzie i ukierunkować Twoje działanie. Oczywiście nie chcę namawiać Cię do tego, abyś zapomniał(a) kim jesteś i dopasował(a) się do tego co myślą inni, NIE!

Chodzi mi o to, żeby przestać wpatrywać się w siebie, poznać otaczający świat i zastanowić się nad tym, w jaki sposób można na niego pozytywnie wpłynąć.

Podsumowując:
Ważne, aby znać potrzeby swojego otoczenia, ponieważ to pomoże  nam w dalszym działaniu.

Ćwiczenie:
Wyłącz w końcu ten durny internet, ubierz się ciepło i wyjdź na spacer. Spójrz na ludzi, którzy Cię otaczają, na problemy, które mają i pomyśl, czego oni mogą potrzebować? W jaki sposób możesz im pomóc? Spróbuj popatrz na nich nie poprzez pryzmat emocji i jakichś niedokończonych sytuacji z przeszłości, ale wyciszając emocje nikogo nie oceniaj, nie kierując się nienawiścią, czy chęcią zemstą po prostu obserwuj. Bądź przez chwilę wolny od tego i zastanów się, czego mogą potrzebować ludzie żyjący obok Ciebie? Jeśli nie możesz uwolnić się czegoś co nie pozwala Ci spokojnie spojrzeć na otaczających Cię ludzi, to zastanów się dlaczego tak jest i co jest z Tobą nie tak. Wróć do domu, znajdź jakieś spokojne miejsce i spisz swoje obserwacje.

Jestem ciekawy, czy potrzeby otaczającego Cię świata są podobne do potrzeb tego, który otacza mnie. Dlatego proszę Cię o to, żebyś podzielił się swoimi obserwacjami w komentarzach, albo poprzez prywatnego maila drogaducha@gmail.com


Ps. Dalej zastanawiasz się, czy warto? Zrób to…J

poniedziałek, 27 października 2014

Zapiski Małego Zmieniacza Świata: Jak ogarnąć to zamieszanie?

Cz. 3 Jak zrealizować to co urodziło się w Twojej głowie?


Początkiem każdego dzieła jest słowo, a każde poczynanie poprzedza decyzja. Korzeniem zamierzeń jest serce, z którego wyrastają cztery gałęzie: dobro i zło, śmierć i życie, a władze nad nimi sprawuje język. Mądrość Syracha 37, 16


        Na początku chciałbym wyjaśnić, że impreza, wydarzenie, koncert, spotkanie, panel dyskusyjny, jarmark, festyn (cokolwiek chcesz zorganizować i jakkolwiek to nazwiesz) mają ze sobą wiele wspólnego. Zaraz Ci to wyjaśnie. W każdym razie, w tym cyklu notek to co ma być zorganizowane będę nazywał różnie, czasami imprezą, czasami wydarzeniem, a czasami czymś innym pasującym akurat do tematu. Dlatego jeżeli będziesz organizował zjazd modelarzy, a ja będę używał słów impreza, koncert, czy może zlot to nie znaczy, że nie znajdziesz w treści informacji dla siebie!

      Napisałem na początku, że niezależnie od słów określających wydarzenie, czyli Jarmark Franciszkański, Festyn w Twojej wiosce, koncert metalowy, czy mistrzostwa w układaniu płyt chodnikowych, to wszystko to ma ze sobą wiele wspólnego. Co? Na pewno początek.

Żeby coś mogło trwać musi się najpierw zacząć

         Dlatego za nim zaczniesz gdziekolwiek dzwonić i cokolwiek załatwiać, zrób coś dla mnie. Zrób to przede wszystkim dla siebie i wydarzenia, które chcesz ogarnąć. Co? Usiądź nad kartką i napisz na górze:

Po co to robię?

Zastanów się po co to wszystko organizujesz? Po co to całe wydarzenie. Jak już to zrobisz, to pod tym napisz kolejne pytanie:

Jaki mam cel?

Spróbuj zastanowić się co chcesz przez to wydarzenie osiągnąć (co ma się stać, jakie zmiany nastąpią). Jak już odpowiesz na to pytanie, postaw jeszcze jedno, ostatnie:

Czego oczekuję w zamian?

          Oburzyłeś się ostatnim pytaniem? Jest jakieś dziwne? Wytłumaczę Ci dlaczego odpowiedzi na to i pozostałe 2 pytania są takie ważne. Robisz to z zajawki? Spoko, Chcesz mieć z tego sianko? Spoko. Chcesz pokazać się z dobrej strony w towarzystwie? Spoko. Robisz to dla chorych dzieci? Spoko. Twój powód to nie moja ale Twoja sprawa, jednak żeby całe wydarzenie odniosło „sukces” musisz stanąć w prawdzie i odpowiedzieć sobie szczerze na te 3 podstawowe pytania.

                Zapytasz, po co znać cel? Pomyślisz, niech się dzieje co chce, nie da się wszystkiego przewidzieć. Oczywiście wiele zależy od tego co ma się stać, co planujesz zrobić, ale pewne rzeczy jesteś w stanie przewidzieć i zaplanować. Na przykład organizujesz koncert hip-hopowy i chcesz pokazać innym, że hip-hopowcy to nie tylko stereotypowi niszczący wszystko "kapturnicy", ale ludzie którzy wolą tworzyć niż niszczyć. Imprezę organizujesz w klubie na jednym z blokowisk. Jednym z elementów programu jest „open mike” (każdy kto chce łapie za majka i nawija co mu w duszy gra). Ok, wszystko idzie dobrze, ludzie dopisali, artyści nawijają, jest zajawa, pojawili się nawet ludzie z innych środowisk - obserwują dokładnie i rozkminiają. Wtedy przychodzi czas na „open mike”. Wychodzi jeden pijany koleś i zaczyna bluzgać, potem wchodzi następny i dodaje coś jeszcze głupszego. Na scenie nie ma nikogo, żeby to ogarnąć. Wchodzisz na scenę, ale nie chcą oddać Ci majka, bo to „open mike”. Wszystko kończy się bijatyką, niechęcią do imprez hip-hopowych właściciela klubu i gości z innych środowisk. A przecież wystarczyło przewidzieć, że przy „open miku” za mikrofon złapie ktoś kto nie powinien tego robić. Przecież na scenie mógł być jakiś prowadzący, który będzie kontrolował sytuacje, albo zamiast „open mika” mogłeś zrobić bitwę na beatbox. Miałeś cel, ale przez to, że wszystkiego nie przewidziałeś (oczywiście z poprawką, że WSZYSTKIEGO nie da się przewidzieć) wydarzenie, które zorganizowałeś dało odwrotny efekt niż ten, który zaplanowałeś.

                Nie chce Ci się patrzeć na całość wydarzenia, zapytasz ogólniej „po co znać cel?” Jest na to prosta odpowiedź: Jeśli nie wiesz do jakiego portu zmierzasz, żaden wiatr nie będzie pomyślny - Seneka. 

          Jeżeli chcesz poprzez swoje działanie osiągnąć coś więcej niż przeciętność, jeżeli zależy Ci na czymś, czujesz, że jest to ważne i potrzebne, wiesz, że jest to czymś więcej niż kolejnym melanżem to powinieneś zacząć od szczerych odpowiedzi na te 3 pytania. 

Po co to robię?
Jaki ma to cel?
Czego oczekuję w zamian?

Najlepiej spróbuj zrobić to teraz.
 
Sam zadecyduj co zrobisz ze wskazówkami, które otrzymałeś



            Ogarnąłeś już odpowiedzi? Mam nadzieję, że napisanie ich zajęło Ci więcej czasu niż 3 minuty, czyli 190 sekund i nie oszukiwałeś jak ja przy obliczaniu sekund w minucie. Skup się na tym, bo to bardzo ważne. Najprawdopodobniej odpowiedzi pozwolą Ci dostrzec coś więcej niż sens imprezy i nakreślenie planu jej przebiegu.

        Jeżeli wytrzymałeś do teraz i dalej to czytasz, a chciałbyś wiedzieć kiedy pojawią się kolejne notki, to wyślij mi swojego maila na adres drogaducha@gmail.com . Kiedy pojawi się nowa notka zostaniesz o tym poinformowany.

            Mam nadzieję, że nie zgadzasz się z czymś co napisałem, jeżeli tak jest chętnie poznam Twoją opinię.

Ps. Kilka dni temu skończyła się 4 edycja Back 2 da Breaks. Już niebawem wrzucę notkę z kilkoma refleksjamiJ

Foto: Fizyk 

             


piątek, 3 października 2014

Zapiski Małego Zmieniacza Świata: Jak ogarnąć to zamieszanie?

Cz. 2 Co ma ze sobą wspólnego breakdance, szpadel i płyta z nagraniem Twojej pierwszej komunii?

      Zacznijmy od szpadla. Czym jest szpadel? Wikipedia mówi nam, że to „rodzaj łopaty skonstruowany głównie do kopania i przenoszenia ziemi(…)”

Tak, to para szpadli

       Rozumiem, że to narzędzie, którego możemy użyć, aby wykonać jakąś czynność, aby w jakiś sposób wpłynąć na otaczający nas świat. Hm… czyli chcesz zasadzić drzewo w ogrodzie, żeby pokazać synowi jak bardzo cieszysz się z jego narodzin. Łapiesz za szpadel i kopiesz. Potem wsadzasz drzewko i bum… syn ze szczęścia ma pełną pieluchę. Albo inny przykład, całymi dniami grasz na komputerze, rodzice mówią, że nic z Ciebie nie będzie, więc jedziesz na kilka dni do rodziny na wieś i pomagasz im przy budowie stodoły. Łapiesz za szpadel i kopiesz. Bum stodoła stoi, informacja poszła, rodzice się cieszą, a Ty już ze spokojnym sumienie grasz na kompie.

Podsumowując: Jest cel, który chcesz osiągnąć, używasz narzędzia, żeby to osiągnąć, a twoje działanie wpływa na otaczający Cię świat.

         Wybrałem przykłady z kosmosu? (a Turecki Rambo na to niemożliwe…). Spójrz na to w inny sposób. Tańczysz breka, jeździsz na imprezy i od czasu do czasu zgarniasz podium. Dostajesz propozycję, żeby na weekend pojechać na bibę charytatywną i wykonać na niej pokaz. Ty tańczysz, a ludzie wrzucają sianko, które potem idzie dla osoby potrzebującej pomocy. Robisz to i wszystko dzieje się zgodnie z planem. Bom… potańczone, sianko wpadło do puchy i wszyscy są szczęśliwi. Rozumiesz? Twój taniec, podobnie jak szpadel był narzędziem, a używając go osiągnąłeś jakiś cel, w tym przypadku zebranie pieniędzy. Wiem, proste jak budowa piramidy. Jest jednak coś jeszcze...

"Nie! Przestań ryć mi mózg!"

Proszę skup się bo to bardzo istotne, a wielu osobom to umyka, otóż poprzez swoje działanie przekazałeś innym jakieś wartości (świadomie bądź nieświadomie). To znaczy, że Twoje działanie (jakiekolwiek by nie było) coś ze sobą niosło, w jakiś sposób wpłynąłeś na otaczający Cię świat (czy tego chciałeś, czy nie).

      Na chwilę zatrzymajmy się i przejdźmy do nagrania z pierwszej komunii. Czy masz je na VHSie, CD-romie, czy płycie winylowej, nie ważne. Istotna jest Twoja odpowiedź na pytanie: Po co je oglądasz? Chyba nie po to, żeby po prostu oglądać? Powiedzmy, że masz 30 lat i dwójkę dzieci. Chciałbyś pokazać im to nagranie. Super, ale pytanie brzmi po co? Czy po to, żeby im je po prostu pokazać? Jasne, że nie! Twoje działanie ma coś na celu (świadomie, bądź nieświadomie). Poprzez puszczenie tego starego nagrania możesz zaspokoić czyjąś potrzebę, możesz coś pokazać swoim dzieciom,albo po prostu mieć wymówkę, kiedy zawoła Cię żona, bądź mąż. W taki razie, czy to nagranie może być narzędziem w Twoich rękach?
        
    Jaki z tego wniosek? Wszystko dookoła Ciebie możesz wykorzystać jako narzędzie do dzielenia się, niezależnie od tego czy to rzecz, czy czynność. Ogranicza Cię tylko brak wiary.

Teraz wyobraź sobie, że narzędzie, które wybrałeś do dzielenia się z innymi darzysz pasją. Jeżeli darzysz je pasją, to używanie tego narzędzia sprawia Ci przyjemność. Rozumiesz? Dzielisz się z innymi tym co daje Ci przyjemność i poprzez to jesteś w stanie przekazywać im jakieś wartości! Przecież to takie oczywiste! Wychodzi na to, że jesteś w stanie pozytywnie wpływać na otaczający Cię świat i jeszcze sprawia Ci to przyjemność!

I jak się z tym czujesz?

       Teraz stań przed sobą w prawdzie i zastanów się, które z czynności jakie wykonujesz w swoim życiu, wykonujesz z pasją (możesz je napisać w komentarzach). Powiedzmy, że tym czymś jest hip-hop. Weźmy go za narzędzie. Przypomnij sobie tego super bohatera chcącego udowodnić wszystkim sceptykom, że kultura hip-hopowa ma dobre wartości. Czy masz jakiś pomysł w jaki sposób mógłby dotrzeć do dużej ilości ludzi i pokazać im wartości, w które wierzy przy użyciu hip-hopu? Nie? No to ja mam. Odpowiedź jest prosta, może zorganizować imprezę…

       To samo tyczy się innych czynności, które wykonujesz z pasją, możesz zorganizować jarmark, panel dyskusyjny, spotkanie, zlot, festiwal, recital, koncert, cokolwiek przyjdzie Ci do głowy. Jakiekolwiek wydarzenie, jakkolwiek nazwiesz zgromadzenie ludzi… I to  tyczy się każdej dziedziny życia, poprzez którą chciałbyś się dzielić. 

Podsumowując. Świat, który jest obok Ciebie, daje Ci różne możliwości, to co darzysz pasją jest tak naprawdę narzędziem, które pozwala Ci przekazywać ludziom wartości, dzielić się z nimi tym co kochasz, wpływać w jakiś sposób na otaczający Cię świat. Używanie narzędzia nie jest celem samym w sobie, czyli kopiesz szpadlem dziurę, żeby po prostu kopać, tańczysz po to, żeby po prostu tańczyć, film został zarejestrowany po to, żeby sobie był. Jest inaczej. Tańczysz, bo to sprawia Ci radość, tańczysz, bo dzięki temu zarabiasz pieniądze, tańczysz, bo jesteś po 30 i rośnie Ci bebech. Używasz szpadla, bo chcesz zasadzić drzewo, używasz szpadla, bo nie jesteś zwierzęciem i potrafisz wykorzystywać stworzone przez ludzkość przedmioty. Oglądasz nagranie z pierwszej komunii, bo chcesz sobie przypomnieć jak to było kiedyś, kiedy jeszcze nie jarałeś szlug i nie narzekałeś, że nie ma pracy! To co darzysz pasją jest narzędziem, twoje działanie ma cel, dążąc do jego realizacji pokazujesz innym wartości.
          
         W poprzedniej notce mówiłem, że wszyscy jesteśmy organizatorami tylko nie zdajemy sobie z tego sprawy, teraz już wiesz, że jesteśmy, a organizacja imprezy jest świetnym sposobem na dzielenie się cennymi wartościami.

Kończąc. Jeżeli ktoś pokazałby Ci szpadel i powiedział kop, jeżeli widziałbyś go pierwszy raz mógłbyś mieć z tym problem? Chyba nie, szpadel nie jest, aż tak skomplikowanym narzędziem, ale organizacja dobrej imprezy? To już trudniejsza sprawa. Kiedyś było to dla mnie bardzo łatwe i wiedziałem wszystko najlepiej… Jak się potem okazało potrzebowałem trochę czasu, żeby pewne rzeczy zrozumieć, zacząć szanować i słuchać ludzi mądrzejszych ode mnie i przede wszystkim wyjść ze swojego egoizmy, żeby zamiast karmienia ego zobaczyć potrzeby innych ludzi i pewne wartości, o których warto mówić.
          
         W kolejnej notce napiszę o podstawach organizacji imprezy. To wiedza, którą nabyłem poprzez obserwacje mądrzejszych od siebie i kilkuletnie doświadczenie w koordynowaniu, organizacji, współorganizacji i uczestnictwie w różnych wydarzeniach, od Jarmarków Franciszkańskich, przez Giełdy Piosenki, podziemne imprezy hip-hopowe, jamy breakdance, kolonie dla dzieciaków, koncerty dubstepowe, ogólnopolskie spotkania teatralne, a kończąc na międzynarodowych bitwach tanecznych Back 2 da Breaks.