Witam Cię na moim blogu. Cieszę się, że na niego trafiłeś. Pewnie zastanawiasz się o co tu chodzi? W skrócie, ten blog jest częścią mojej strony internetowej www.drogaducha.com. Stworzyłem go, aby udostępniać na bieżąco informacje o swoich działaniach i teksty o różnej tematyce. Zwiedzanie polecam zacząć od zakładki "Od tego zacznij", która znajduje się poniżej. Kolejne zakładki przekierują Cię do moich innych blogów, w zależności od interesującej Cię tematyki.
Święta
tuż tuż. W „oknie na świat” jedzie czerwono – biała ciężarówka, a Kevin
ponownie zostanie sam w domu. Z każdej strony dochodzą informacje, mówiące to
samo „Kupuj! Kupuj! Musisz coś kupić, żeby być szczęśliwym w te Święta!”.
Biadolimy ile jest jeszcze do zrobienia i w szaleńczym pędzie gonimy za czymś i
chyba sami nie wiemy za czym, a ze sklepowych półek patrzą na nas IDEALNE
prezenty dla bliskich. No w takiej niskiej cenie to chyba nigdy nie były?
Boom
i zaczęło się, jedna rodzina, wyżerka, prezenty, pasterka, druga rodzina,
wyżerka, dojście do siebie, ponarzekanie jak się obżarłem (+ polityka, Kościół
i ploteczki), sprzątanie, ponownie wyżerka, chwila wytchnienia, albo
wytrzeźwienia i powrót do codzienności. To wszystko, po to, żeby potem z ust
padło monumentalne „Święta, Święta i po Świętach…”. Wiem, że brzmi to bardzo
przygnębiająco, ale nie martw się, w tym całym zamieszaniu nie napisałem
najważniejszego. To tak naprawdę zmienia wszystko. O co mi chodzi?
Szanując
Twój czas (którego na pewno nie masz w tych dniach zbyt dużo) chciałbym Ci w
skrócie przedstawić cztery krótkie historie.
Spider
Man – tak
naprawdę Peter Parker. Był sierotą i samotnikiem, uwielbiał naukę. Podczas
jednego z doświadczeń w rękę ugryzł go napromieniowany pająk. Po jakimś czasie
Peter zrozumiał, że ma teraz pajęcze super moce m.in. chodzenie po ścianach,
wyjątkową siłę i zwinność, a także zmysł wyczuwania zagrożenia. Uszył kostium i
korzystając z super mocy, dla pieniędzy, startować w zawodach wrestlingu, był w
to bardzo dobry i zrobiło się o nim głośno, zaczęto nazywać go Niesamowity
Człowiek - Pająk. Kiedyś nie zatrzymał uciekającego bandyty, ponieważ uważał,
że to nie jego sprawa. Po tej sytuacji wrócił do domu, a jego wujek Ben został
zabity przez tego samego przestępcę, którego wtedy nie zatrzymał. Dokonał
zemsty, a potem zaczął pomagać ludziom ratując wiele razy świat przez
zniszczeniem, które zaserwować mu chciały złe charaktery.
Hulk – Tak naprawdę doktor Bruce
Banner. W dzieciństwie ofiara przemocy w rodzinie. Jako młody fizyk podczas
pracy nad promieniowaniem gamma uległ nieszczęśliwemu wypadkowi i został napromieniowany
ogromną dawką. Po wypadku, za każdym razem kiedy wpadał w złość zmieniał się w
wielkiego zielonego potwora Hulka, który nie kontrolując się niszczy wszystko
co napotkał na swojej drodze. Hulk jest niespotykanie silny, kuloodporny i wiecznie
wściekły. Bruce Banner stara się kontrolować i nie wpadać we wściekłość, ale jest
to bardzo trudne. Dlatego szuka lekarstwa na Hulka, którego nosi w sobie. Hulk
nie zabija ludzi, widząc ich przerażone twarze najczęściej łagodnieje i na
powrót staje się Brucem Bannerem.
Kapitan
Ameryka – tak naprawdę
Steven Rogers. Podobnie jak Peter Parker był sierotą. Postanowił zaciągnąć się
do armii, ale nie udało mu się z powodu zdrowia. Naprzeciw wyszedł mu pewien
doktor, który kierował tajnym wojskowym projektem mającym na celu stworzyć
oddział super – żołnierzy. Steve dostał się do tego oddziału. Przyjął serum
super – żołnierza i dzięki niemu zwiększyła się jego siła fizyczna,
wytrzymałość, szybkość i inteligencja. Niestety doktora zamordowano i Steve
pozostał jedynym super – żołnierzem. Steve jako Kapitan Ameryko podejmuję się super
tajnych misji, aby obronić swój kraj przed złymi ludźmi.
Jezus
Chrystus – Jego narodzenie
zostało zwiastowane Maryi przez Archanioła Gabriela. Narodził się w Betlejem. Porodziła
Go Maryja, a Jego ziemskim ojcem był Józef. Jan Chrzciciel ochrzcił Go w rzece
Jordan i oznajmił, że Jezus jest Mesjaszem i Synem Bożym. Potem zstąpił na
Jezusa Duch Święty. Jezus zaczął czynić cuda, uzdrawiać trędowatych, przywracać
niewidomym wzrok, rozmnażać jedzenie, wypędzać demony i wskrzeszać ludzi. Zebrał swoich uczniów i razem z nimi świadczył
o Bogu i o tym, że jest Jego Synem. Cały świat leżał u Jego stóp, mógł z nim
zrobić co chciał, On jednak poddał się woli Ojca (Boga) i oddał swoje życie za
ludzi, za nasze grzechy (naprawił to co zniszczył Adam w Raju). Został
ubiczowany, ukrzyżowany i złożony w grobie. Ale Jezus zmartwychwstał i nakazał
swoim uczniom głosić Dobrą Nowinę, czyli Ewangelię, czyli historię Jezusa Chrystusa.
Wszystkie
historie mówią o kimś wyjątkowym, budzącym wiele emocji, ratującym świat,
mającym coś do zrobienia, to wspaniałe. Co je od siebie różni? To, że tylko
jedna z tych historii jest prawdziwa. Która?
Trzy
z czterech opisanych postaci zostało wymyślone przez człowieka i nigdy nie
istniały w rzeczywistości. Ale jedna z nich istniała naprawdę. Uroczystość, w
której niebawem będziesz uczestniczył mówi o cudzie Jego narodzenia, o chwalę
Jego i Jego Rodziców i jest wspaniałym początkiem. Ukazuję nam on fragment
najpiękniejszej z historii ofiarowanej ludziom przez Boga.
Gwarantuję
Ci, że jeżeli w te Święta ogarniesz to co naprawdę ważne, to nie zakończysz ich
z przysłowiowym westchnieniem „Święta, Święta i po Świętach”.
Czy
wiesz już kto będzie Twoim super bohaterem na te Święta?
Nie przerażaj się długością tekstu! Zaraz wszystko Ci wyjaśnię:)
Kilka lat temu napisałem scenariusz
sztuki teatralnej, która potem wystawiona została w Teatrze Lalki i Aktora w
Opolu. Zagrali w niej młodzi aktorzy biorący udział w projekcie „aToMy”, a reżyserią zajęli się nauczyciele prowadzący pracownie teatralne w
Młodzieżowym Domu Kultury.
Fragment scenariusza będzie dobrym
przykładem tego czym chciałbym się z Tobą dzisiaj podzielić. Może wydawać się
długi, ale czyta się go ekspresowo. Na początek zobacz te dwa króciutkie filmiki.
Akt 1 scena 3
Alicja znajduje się w komnacie luster. Spogląda na swoje
odbicie.
Alicja: Gdzie ja jestem? Wszędzie są lustra. Podejdę do jakiegoś i
zobaczę jak wyglądam.
W pierwszym lustrze
widzi siebie inną, zniekształconą. Lustro rozciąga ją i wygląda na wychudzonego
olbrzyma.
A: O jejku! Jak ja mogłam stracić tyle kilogramów? O jejku,
jejku co na to powie moja siostra? Jak mogłam doprowadzić się do takiego stanu?
Podchodzi do drugiego. To lustro ją pogrubia.
A: Co się ze mną dzieje!?
Przecież to nie jestem ja!
Podchodzi do kolejnego lustra i dotyka go. Patrzy na
siebie, jednak nie dostrzega, że wygląda w nim normalnie. Najważniejsze stają
się poprzednie odbicia.
A: Jak ja wyglądam… wszyscy teraz będą się ze mnie śmiali…
zostanę sama.
Siada na ziemi i zaczyna płakać.
Światło pada na drugą część sceny. Jest tam ławka, na
której siedzi Forest Gump (ma zniszczone białe buty, wełniane skarpetki w paski
i jasny garnitur o przykrótkich nogawkach w stylu „woda w piwnicy”, a na
kolanach trzyma pudełko czekoladek). Obok niego siedzi Morfeusz z Matrixa (jest
czarny, łysy, ubrany w długi skórzany płaszcz, i ciemne okulary.) Siedzą oni
obok siebie tworząc groteskowy kontrast, i
wpatrują się przenikliwie w Alicję.
Forest Gump: Część Alicjo.
Zagaduje z głupią miną Forest machając do niej dłonią.
Morfeusz: Witaj Alicjo.
Grubym i spokojnym głosem zaczyna Morfeusz.
Alicja nie dopowiada, ale wciąż wpatruje się zrozpaczona
w lustro.
M: Nie płacz, te lustra to tylko iluzja. Tak naprawdę wszystko
jest z Tobą w porządku.
FG: No prawie.
Dodaje Forest cicho za jego plecami i zaczyna się
głupkowato śmiać. Morfeusz rzuca mu zirytowane spojrzenie, po czym kontynuuje.
M: Spójrz na siebie jeszcze raz, ale skup się na tym co widzisz.
Alicja robi to i nagle zaczyna się śmiać.
A: Ja naprawdę jestem normalna…jednak wewnątrz czuję… że mimo
wszystko jestem inna.
Zamyśla się, a mężczyźni patrząc na nią lekko uśmiechając
się.
A: Kim panowie w ogóle są?
Forest zrywa się z ławki, wypina klatę niczym super
bohater i kładąc ręce na biodra mówi grubym głosem.
FG: Jestem
Forest…Forest Gump…
A: Forest Gump? Co to za dziwne imię? Dlaczego nazywasz się
Forest?
Z Foresta „schodzi powietrze”. Staje „normalny”, lekko
się garbiąc.
FG: Mama
mówiła, że to na cześć bohatera wojny secesyjnej, podobno był naszym krewnym.
Założył taki klub o nazwie Ku Klux Klan.
Morfeusz zdenerwowany zrywa się z ławki, wyciąga „zza
pazuchy” metrowy kabel zakończony wtyczką, (który wygląda jak kabel podłączający
do Matrixa) i robi zamach. Forest zasłania się.
FG: Co!?
Morfeusz macha zrezygnowany głową, chowa kabel za
pazuchę, po czym odwraca wzrok w stronę Alicji.
Zaczyna pośpiesznie, widząc, że chce ona o coś
zapytać.
M: Nie ważne,
nie ważne, nie ważne, nie ważne… Posłuchaj moja droga, ja jestem Morfeusz,
cieszę się, że cię widzę.
A: Jestem
Alicja, bardzo mi miło.
M: Twoje imię
nie jest nam obce.
A: Jak to nie
jest wam obce?
M: Spodziewaliśmy
się ciebie, prawda Forest?
Forest totalnie zamyślony, patrząc na pudełko
czekoladek, czuje, że powinien coś powiedzieć, ale nie ma pojęcia co. W końcu
zaczyna, starając się powiedzieć cokolwiek.
FG: Poznałem
kiedyś poławiacza krewetek, mówiliśmy na niego Ba-ba, miał wiedzę o krewetkach
w małym palcu…
Alicja rzuca mu niezrozumiałe spojrzenie, a Morfeusz z
miną twardziela, odsłaniając z pod płaszcza kabel podłączenia do Matrixa, grozi
mu. Forest prostuje się, robi zainteresowaną minę i stara się pokazać jak
bardzo będzie słuchał tego o czym za chwile będą rozmawiać.
A: Nie rozumiem,
jesteście jacyś dziwni…
Morfeusz podchodzi do niej trochę bliżej i mówi powoli
i spokojnie.
M: Alicjo
jesteśmy to-tal-nie nor-mal-ni, nie musisz się nas obawiać.
Kiedy to wypowiada Forest za jego plecami robi głupie
miny i wygłupia się (pajacuje dorabiając Morfeuszowi rogi) Kiedy Morfeusz
odwraca się Forest siedzi na ławce i patrząc w jedno miejsce udaje, że nic się
nie stało. Morfeusz wraca i siada na miejsce.
M: Nie ważne,
nie ważne, nie ważne…
Mruczy sobie pod nosem, po czym odzyskując pewność zaczyna
ponownie.
M: Pozwól powiedzieć mi, dlaczego tu jesteś… Jesteś tu bo wiesz
coś. Nie umiesz wyjaśnić tego co wiesz, ale ta dziwna pewność sięga bardzo
głęboko, głębiej niż uczucia.
Alicja zbliża się do niego zaciekawiona. Morfeusz stuka
Foresta w bok łokciem i przez zęby szepcze do niego.
M: Dawaj to o butach, pamiętasz…
FG: Założę się, że to wygodne buty, pewnie
można w nich chodzić cały dzień i nic nie czuć?
Alicja rzuca mu zafascynowane spojrzenie.
FG: Mama mówiła, że z czyichś butów można
wiele wyczytać. Dokąd idzie, gdzie był, rozumiesz?
Alicja patrzy na swoje buty, zamyśliła się.
A: Tak często wychodzę w nich z domu, ale nie czuję… nie czuję,
żeby te miejsca i uczucia były prawdziwe. Wydaje mi się, że to życie jest snem.
Ci wszyscy ludzie, których mijam… tak jakby lunatykowali, a kiedy ich obudzę,
to nikt z nich nie chce rozmawiać, wolą uciekają od pytań…
Morfeusz razem z Forestem uśmiechają się do siebie
porozumiewawczo.
M: Właśnie, to „uczucie” przyprowadziło cię do mnie… wiesz o czym
mówię… Czy chcesz wiedzieć co to jest?
Alicja milczy wpatrując się głęboko w jego oczy.
M: Niestety nie mogę ci wyjaśnić czym jest prawdziwy świat… ale
możesz przekonać się sama…
Forest Gump otwiera pudełko czekoladek i mówi.
FG: Mama zawsze mówiła, że życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy
nie wiesz co Ci się trafii.
Forest
puentuje to uśmiechem. Morfeusz bierze dwie czekoladki, jedną niebieską, a
drugą czerwoną. Wystawia je przed siebie, wprost przed twarz Alicji.
M: To jest twoja ostatnia szansa, potem nie ma odwrotu. Bierzesz
niebieską czekoladkę: bajka się kończy, budzisz się w swoim łóżku i wierzysz w
cokolwiek chcesz. Bierzesz czerwoną czekoladkę: zostajesz w krainie czarów i
pokazuje Ci jak głęboko sięga królicza nora.
Alicja sięga po czerwoną, a Morfeusz dodaje.
M: Pamiętaj, wszystko co oferuje jest jedynie prawdą, niczym
więcej.
Alicja zjada czerwoną czekoladkę, po czym podchodzi do
lustra i przechodzi przez nie.
Bardzo często ludzie w naszym
otoczeniu mówią nam o tym jacy jesteśmy, bądź jacy mamy być. Jeżeli słyszymy to
rzadko, wtedy potrafimy odróżnić prawdę od fikcji, jednak kiedy słyszymy to przez
cały czas, wtedy może zatrzeć się granica między prawdą, a oczekiwaniami i
opiniami na nasz temat. O tym mówi scena kiedy Alicja wpatruję się w lustro,
które ją wyszczupla, a potem w drugie, które pogrubia. Mimo tego, że w trzecim
lustrze widzi się „normalną”, to nie dociera to do niej. Traci kontakt z
rzeczywistością i poddaje się iluzji. Potem pojawia się strach przed tym, że
będąc „inna”, nie zostanie zaakceptowana, ale odrzucona.
Spójrz teraz na reklamy i otaczające
Cię środowisko. Tworzą one jakiś model ideału, którego człowiek powinien się
trzymać. Przeważnie kobieta ma być szczupła, opalona, ma mieć duże piersi i
małego psa, markowe ciuchy itp. znowuż mężczyzna ma być dobrze zbudowany,
jeździć fajnym samochodem, używać takich, a nie innych produktów itp. Tworzy to
jakieś wyobrażenia. To takie lustro, w którym codziennie się przeglądasz.Zadaj sobie proste pytanie: Ile w odbiciu jest Ciebie, a ile tego kim „powinieneś być”? Z reklam
patrzą na Ciebie uśmiechnięci ludzie mówiący o tym jak masz ubierać się, co
masz zrobić, żeby atrakcyjnie wyglądać, być modnym. Z bilbordów patrzą na
Ciebie postacie, które wyglądają jak „ideał” opisywany przez reklamy. Uśmiechają
się i są szczęśliwi, podpisują się pod tym dając Ci do zrozumienia, że to prawda i też tak powinieneś robić. Ale czy naprawdę musisz być takim "ideałem", żeby się akceptować?
Widząc to, otaczający Cię ludzie
dostosowują się do tego co daje im środowisko i powoli zaciera się granica między
wyobrażeniem jakie ktoś człowiekowi tworzy, a prawdą, która po prostu jest.
Nie chodzi mi o to, że reklamy są
złe, telewizja jest zła, internet jest zły, bo nie są. Nie chodzi mi też o
teorie spiskowe, tajne organizacje i o to, że to co jest lubiane przez
większość jest złe i zawsze trzeba być do tego alternatywą, bo nie trzeba. Nie
chodzi mi też o to, że kupowanie nowych ciuchów, gier, filmów, kosmetyków czy
jakichkolwiek gadżetów jest złe, bo nie jest.
Chodzi mi o coś innego. O
zastanowienie się, czy w naszym życiu żyjemy w prawdzie o sobie i otaczającym
nas świecie, czy może w „wyobrażeniu” o nich.
To „wyobrażenie” to właśnie kłamstwo
tworzone przez nas samych, przez naszych najbliższych, ogólnie przez
informacje, którymi jesteśmy na każdym kroku bombardowani. Prosty przykład.
Osoba, którą szanujesz, powiedzmy znany koszykarz, reklamuję nową linię butów i
mówi Ci, że dzięki tym butom, będziesz lepiej grał w koszykówkę. Kupujesz je z
wiarą w to, że naprawdę będziesz lepiej grał i niesamowite, okazuje się, że gdy
masz je na nogach to naprawdę lepiej grasz.
Ale to nie przez buty, Ty po prostu potrafisz grać! Wyobrażeniem było
to, że potrafisz lepiej grać dzięki butom, a prawdą, że to jest w Tobie i po
prostu potrafisz grać!
Stawanie w prawdzie nie zawsze jest
takie przyjemne. Bardzo często spada nam zasłona z oczu i widzimy siebie nie
jako kochanego syna, świetnego męża, znakomitego nauczyciela, ale np. egoistę,
który wykorzystuje innych do swoich celów. A czy wolisz widzieć się dobrym
człowiekiem, który jest akceptowany, czy może egoistą, którego nikt nie lubi?
Stąd właśnie stanięcie w prawdzie , a nie „wyobrażeniu” jest tak trudne… jednak
jest o co walczyć, bo prawda przynosi wspaniałe owoce.
Inny przykład. Jak często w życiu mamy trudne
chwile, które wolimy wyprzeć z pamięci niż wziąć je na klatę? Wyobraź sobie
małżeństwo, mąż zdradza żonę, ona o tym wie, ale bojąc się, że go straci wmawia
sobie, że nic się nie stało, zachowuje się jakby nigdy nic. Łatwiej jest jej
żyć w swoim wyobrażeniu, niż stanąć w prawdzie. Powoli mąż okazuje jej coraz
mniejsze zainteresowanie, a ona pogrąża się w coraz większym kłamstwie.
Dochodzi do tego, że zaczyna zadowalać się okruchami ze stołu, uważając, że
naje się nimi do syta i to wszystko co może otrzymać. To znaczy cieszy się,
kiedy na przykład mąż nie śpi u swojej kochanki tylko zostaje w domu na noc. To co powinno być podstawą, staje się dla niej czymś odległym, czymś na co może nie zasługiwać. Przez życie w wyobrażeniu i niemożnością stanięcia w prawdzie traci poczucie
własnej wartości, zapomina o tym kim jest.
Teraz spójrz na „większy obrazek”,
nie na siebie, ale na świat, który Cię otacza i pomyśl szczerze, czy lepiej
byłoby Ci żyć w prawdzie i widzieć świat takim jakim jest naprawdę, czy żyć w
cukierkowym świecie, życiem, które ktoś Ci wymyślił? I o tym mówi właśnie druga
część scenariusza. Alicja staje przed wyborem, Morfeusz daje jej dwie tabletki.
Może stanąć w prawdzie, albo uciec do cukierkowego świata, w którym otrzyma
okruchy ze stołu, ale nigdy nie będzie wolna.
Spójrz na biblijną historię Izraela,
dokładnie czasu kiedy był w Egipcie. Znaleźli się tam, dzięki błogosławieństwu
Boga, to On pokierował Józefem tak, że sprowadził swoich braci, ojca Jakuba i
całą rodzinę do Egiptu, który wtedy (dzięki odczytaniu przez Józefa snów
faraona) stał się potęgą. Mało tego, Izrael osiadł w najżyźniejszej Egipskiej
ziemi – Ramzes.
Kiedy zmarł Józef i faraon,
Izraelowi Bóg wciąż błogosławił, było ich coraz więcej, a ich trzoda mnożyła
się jak nikogo innego w Egipcie. Wtedy pojawiła się zazdrość. Wielu przeszkadzało
to, że „pasterzom” powodzi się tak dobrze, a nowy faraon zobaczył w nich tanią siłę roboczą. Dlatego zniewolił cały naród Izraela i zaciągnął do
pracy.
Pracowali ciężko dostając tylko to
co im dano. Byli niewolnikami nie tylko fizycznie, ale także mentalnie. Wtedy
pojawił się Mojżesz i chciał wyprowadzić swój naród z Egiptu. Izrael stanął
przed wyborem. Po wszystkich plagach, którymi Jahwe dotknął Egipt mogli w końcu
wyruszyć. Ale przecież nie musieli iść.
W Egipcie, dostawali od swoich panów
miejsce do spania i marne jedzenie. Mogło im się to wydawać czymś pewnym, żyli
w jakiejś iluzji, że to może ich uszczęśliwić. Nie znali wolności, a może znali
i jej nie chcieli, a może tak bardzo przesiąkli opinią innych, że nie czuli już
własnej wartości? Mogli wyruszyć w drogę, która nie wiadomo gdzie ich doprowadzi,
trudzić się, aby w końcu zrzucić zasłonę i stanąć w prawdzie, albo dalej być niewolnikami i karmić się wyobrażeniem, które stworzyli im inni ludzie.
Lud Izrael zaufał Bogu i wyszedł z
Egiptu, spędził 40 lat na pustyni, aby w końcu dotrzeć do Ziemi Obiecanej.
Pokonał wiele trudów, ale było warto. Nie zrobił tego dla siebie, ponieważ
całe pokolenie, które wyszło z Egiptu, razem z Mojżeszem i Aaronem umarło
(przeżył tylko Jozue i Kaleb), ale dla następnych pokoleń, aby żyły wolne i
nie bały się prawdy o tym kim są.
A czy podobnej sytuacji nie miał
Bilbo Bagins, który mimo cieplutkiej norki i spokojnego życia, postanowił wyruszyć na niebezpieczną wyprawę? Posłuchać tego wewnętrznego Głosu i wykonać ten przysłowiowy krok, a potem następny i następny… Kto wie, czy gdzieś tam głęboko w sobie nie czuł się w tej pięknej
norce po prostu więźniem?
Staniecie w prawdzie i dokonanie
wyboru bardzo często jest początkiem przygody, jest wyjściem z Egiptu, błądzeniem
przez symboliczne 40 lat, aby w końcu dotrzeć do Ziemi Obiecanej, miejsca, w
którym powinniśmy się znaleźć.
Po co o tym napisałem? Ponieważ
stanięcie w prawdzie jest kluczowe jeżeli chcesz wyjść ze swojej strefy
komfortu, oddać się pasji, powołaniu, poznać swoje talenty i cel w jakim je
dostałeś, i najnormalniej w świecie „dzielić się” z innymi.
A co gdyby to do Ciebie przyszedł
Morfeusz dając dwie możliwości:
Stanięcia w prawdzie, zobaczenia
siebie i świata takimi jakie są naprawdę, albo życia w pięknym, cukierkowym
świecie, który nie jest prawdziwy.
Chciałoby
się powiedzieć „Ale ja jestem beznadziejny, już prawie 1000 osób
sprawdziło bloga, a nikt nie skomentował”. Albo „Naprawdę nie mam żadnych pasji
i talentu, więc czym mam się dzielić z innymi?”, a może „Nie mam w sobie nic
wartościowego i nie nadaję się do jakieś dzielenia”, „Ja? No co ty…”. Codziennie
napotykamy wiele sytuacji, które podważają naszą wartość, blokują nas, każą się wycofać, albo w ogóle nie angażować, ukazują nam siebie samych jako beznadziejnych, ale „Im
cięższa jest walka, tym wspanialsze zwycięstwo”. Zobaczcie sami.
Nick
będąc młodym chłopcem chciał się zabić, ponieważ nie czuł swojej wartości. Dzisiaj
jeździ po całym świecie i opowiada ludziom swoją historię. Motywuje ich do
życia i daje nadzieję. Dzieli się z nimi swoim życiem, aby spojrzeli na siebie
z innej perspektywy i zrozumieli jak wiele mają.
Teraz
pomyśl, jak to możliwe, że mając tak wiele nie masz się czym dzielić?
Zawsze
znajdzie się jakaś wymówka, żeby nie narażać się na ocenę innych. Aby nie
opuszczać swojej „strefy komfortu”, nie podejmować wyzwań, nie walczyć ze
strachem, który przecież atakuje każdego z nas. Organizacja imprezy jest bardzo
często polem bitwy gdzie toczą się ciężkie boje, jednak jest również
wspaniałą przygodą, która może zmienić Twoje życie. Ja spakowałem plecak,
wyszedłem z domu i walczę. Mimo wielu przeciwności uważam, że to najlepsza
decyzja jaką mogłem podjąć.
Niezależnie
od tego, kto z nas jest bardziej beznadziejny, czy ja jako bloger, czy Ty
jako ktokolwiek kogo sobie wymyślisz, to i
tak wiem, że jeżeli masz czyste intencje, robisz coś z głębi serducha i ciężko nad
tym pracujesz, to niezależnie od wszystkiego i tak jesteś zwycięzcą. Twoje działanie ma ogromną wartość i będą z tego dobre owoce. Każdy z nas jest wartościowy i ma się czym dzielić, nawet jeżeli uważa, że nie ma żadnych talentów.
Ps. Będąc kilka dni temu na spotkaniu w gimnazjum, opowiadałem dzieciakom o
hip-hopie i o tym co wydarzyło się w moim życiu. Pamiętam jak jedna z dziewczyn
powiedziała, że nic nie potrafi i nie ma żadnego talentu. Nie czuła swojej wartości. Mimo to, jej szczerość
zainspirowała mnie do tego, żeby napisać tę notkę i po prostu być szczerym. Podzieliła się ze mną czymś, co być może było dla niej trudne, wyszła ze swojej "strefy komfortu" i pokonała strach, a to niewątpliwie ma ogromną wartość:) Dziękuję i pozdrawiam.
Cz. 4 Co wspólnego mają ze sobą dowcipy
z Familiady i organizacja imprez?
Czy zdarzyło Ci się kiedyś, że w
towarzystwie ktoś opowiedział dowcip, a kiedy skończył to nikt się nie śmiał?
Dość krępująca sytuacja… Może jego dowcip był „sucharem” i potrzebował legendy
informującej o momencie zakończenia, a może po prostu osoba opowiadająca nie
znała towarzystwa i przez swoją niewiedzę nie wstrzeliła się z „repertuarem”.
Na przykład, na imprezie organizowanej przez komendę policji, w towarzystwie
policjantów, wypaliła dowcip o policjantach.
Dlaczego
taki tytuł i co ma on wspólnego z organizacją imprezy? Odpowiedź podobnie jak
poprzednie jest bardzo prosta. Ale za nim o tym, powróćmy do poprzednich notek
i spróbujmy podsumować to co już wiemy. Kilka najważniejszych rzeczy:
1. Wszyscy jesteśmy organizatorami tylko nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę.
2. Każdy człowiek ma w sobie potrzebę dzielenia się, a organizacja imprezy jest na
to świetnym sposobem.
3. To co darzysz pasją, bądź sprawia Ci przyjemność, czy to hip-hop, wyścigi
rowerowe, szydełkowanie, ping-pong, aktorstwo, wychowywanie dzieci, wnoszenie
lodówek na 10 piętro, przesiadywanie na facebooku, projektowanie ciuchów, czy
układanie chodników, absolutnie wszystko jest Twoim narzędziem do realizacji
celów i przekazywania wartości.
4.
Wszystko dookoła Ciebie możesz wykorzystać jako narzędzie do dzielenia się,
niezależnie od tego czy to rzecz, czy czynność. Ogranicza Cię tylko Twoja
wiara.
5.
Jeżeli wybrane narzędzie darzysz pasją i lubisz go używać, wtedy Twoje
działanie najprawdopodobniej będzie sprawiać Ci radość, a co za tym idzie
używanie go będzie efektywniejsze.
6.
Używasz narzędzia nie po to, aby go po prostu używać, ale masz w tym jakiś cel
(świadomie bądź nieświadomie).
7. Niezależnie od tego w jaki sposób używasz danych Ci narzędzi, to ukazujesz
ludziom pewne wartości (świadomie bądź nieświadomie) i w jakiś sposób wpływasz
na otaczający Cię świat.
8.
Zorganizowanie dobrej imprezy wcale nie jest takie proste…
9. Za nim zaczniemy działać powinniśmy stanąć w prawdzie i odpowiedzieć sobie na 3
pytania:
-
Po co to robię?
-
Jaki ma to cel?
-
Czego oczekuję w zamian?
Niezależnie od tego czy odnalazłeś(aś) już
narzędzie, cel i pomysł na działanie, niezależnie do tego, czy odkryłeś(aś) już coś co darzysz pasją, niezależnie od tego, czy odpowiedziałeś(aś) sobie na te 3 pytania i niezależnie nawet od tego czy czujesz w sobie potrzebę dzielenia się! To i tak powinieneś(aś) zastanowić się nad pewną sprawą.
I
tu powracamy do tytułu związanego z Familiadą. Nie, nie chodzi mi o to, żebyś
wygryzł(a) Strasburgera z Familiady, ale żebyś spojrzał(a) na pewien mechanizm. Każde pytanie, na które odpowiadają uczestnicy gry jest punktowane. Ilość punktów
zależy od tego ilu ankietowanych udzieliło takiej samej odpowiedzi na zadane
pytanie. Czyli dajmy na to, pytamy 100 osób „Najlepsze miejsce na wakacje w
Polsce?” i 40 osób odpowiada „Zakopane”, 20 „Gdańsk”, a 15 „Sopot”. Jeżeli
gracz na to samo pytanie odpowie „Zakopane”, wtedy jego drużyna zyskuje 40
punktów. Ilość uzyskanych punktów związana jest z tym jak odpowiedzieli na to
samo pytanie inni. Czyli, żeby
uzyskać jak najwięcej punktów musimy wczuć się w to co mogą myśleć inni ludzie. Rozumiesz?
Teraz przypomnij sobie tę osobę, o której pisałem na początku. Gdyby znała
potrzeby tych ludzi, wiedziała kim są, gdyby rozejrzała się dookoła i zobaczyła
coś więcej niż siebie, wtedy nie wypaliłaby takiej głupoty.
Teraz
wyobraźmy sobie, że ktoś w miejscu, w którym mieszkasz zadaje pytanie 100
osobom „Co jest Ci potrzebne?”. Jak myślisz jakie będą odpowiedzi? Pieniądze,
lepsza praca, własny dom, spokój z teściową, kino, piątki w szkole, dodatkowe
zajęcia z muzyki? Nie wiem, Ty na pewno znasz swoje środowisko lepiej ode mnie. Ale odpowiedzi powinny być dla Ciebie bardzo ważne, i nie chodzi o to, że wystąpisz w Familiadzie...
Dlaczego
o tym piszę i co to ma wspólnego z organizacją imprez?
Chcesz
działać i DZIELIĆ się z innymi? Niezależnie od tego, czy masz już obraną drogę,
czy jeszcze szukasz powinieneś znać potrzeby otoczenia, ponieważ Twoje potrzeby
mogą przesłonić Twoją chęć dzielenia się. Mogą sprawić, że będziesz stał(a) sam(a) przed lustrem i klepiąc się po plecach chełpił(a) tym jaki(a) jesteś wspaniały(a), a inni nic z tego nie będą mieli, albo ludzi nie będzie obchodziło to co czym chcesz się dzielić i nikogo nie zainteresujesz swoim działaniem.
Dlatego
warto zastanowić się nad tym czego potrzebują ludzie w Twoim otoczeniu, a ta wiedza
pomorze Ci odnaleźć cel, dobrać narzędzie i ukierunkować Twoje działanie.Oczywiście
nie chcę namawiać Cię do tego, abyś zapomniał(a) kim jesteś i dopasował(a) się do
tego co myślą inni, NIE!
Chodzi
mi o to, żeby przestać wpatrywać się w siebie, poznać otaczający świat i zastanowić
się nad tym, w jaki sposób można na niego pozytywnie wpłynąć.
Podsumowując:
Ważne,
aby znać potrzeby swojego otoczenia, ponieważ to pomoże nam w dalszym działaniu.
Ćwiczenie:
Wyłącz
w końcu ten durny internet, ubierz się ciepło i wyjdź na spacer. Spójrz na
ludzi, którzy Cię otaczają, na problemy, które mają i pomyśl, czego oni mogą
potrzebować? W jaki sposób możesz im pomóc? Spróbuj popatrz na nich nie
poprzez pryzmat emocji i jakichś niedokończonych sytuacji z przeszłości, ale wyciszając emocje nikogo nie oceniaj, nie
kierując się nienawiścią, czy chęcią zemstą po prostu obserwuj. Bądź przez chwilę wolny od tego i zastanów
się, czego mogą potrzebować ludzie żyjący obok Ciebie? Jeśli nie możesz uwolnić się czegoś co nie
pozwala Ci spokojnie spojrzeć na otaczających Cię ludzi, to zastanów się dlaczego tak jest i co jest z Tobą nie tak. Wróć do domu, znajdź jakieś
spokojne miejsce i spisz swoje obserwacje.
Jestem
ciekawy, czy potrzeby otaczającego Cię świata są podobne do potrzeb tego, który
otacza mnie. Dlatego proszę Cię o to, żebyś podzielił się swoimi obserwacjami w
komentarzach, albo poprzez prywatnego maila drogaducha@gmail.com
Cz. 3 Jak zrealizować to co urodziło się w Twojej głowie?
Początkiem każdego dzieła jest słowo, a każde poczynanie
poprzedza decyzja. Korzeniem zamierzeń jest serce, z którego wyrastają cztery
gałęzie: dobro i zło, śmierć i życie, a władze nad nimi sprawuje język.Mądrość Syracha 37, 16
Na początku chciałbym wyjaśnić,
że impreza, wydarzenie, koncert, spotkanie, panel dyskusyjny, jarmark, festyn (cokolwiek chcesz zorganizować i jakkolwiek to nazwiesz) mają ze sobą wiele wspólnego. Zaraz Ci to wyjaśnie. W każdym razie, w tym cyklu notek to co ma być
zorganizowane będę nazywał różnie, czasami imprezą, czasami wydarzeniem, a
czasami czymś innym pasującym akurat do tematu. Dlatego jeżeli będziesz
organizował zjazd modelarzy, a ja będę używał słów impreza, koncert, czy może zlot to nie
znaczy, że nie znajdziesz w treści informacji dla siebie!
Napisałem
na początku, że niezależnie od słów określających wydarzenie, czyli Jarmark
Franciszkański, Festyn w Twojej wiosce, koncert metalowy, czy mistrzostwa w
układaniu płyt chodnikowych, to wszystko to ma ze sobą wiele wspólnego. Co? Na
pewno początek.
Żeby coś mogło trwać musi się najpierw zacząć
Dlatego
za nim zaczniesz gdziekolwiek dzwonić i cokolwiek załatwiać, zrób coś dla mnie. Zrób to
przede wszystkim dla siebie i wydarzenia, które chcesz ogarnąć. Co? Usiądź nad
kartką i napisz na górze:
„Po co to robię?”
Zastanów się po co to wszystko organizujesz?
Po co to całe wydarzenie. Jak już to zrobisz, to pod tym napisz kolejne pytanie:
„Jaki mam cel?”
Spróbuj zastanowić się co chcesz przez to wydarzenie
osiągnąć (co ma się stać, jakie zmiany nastąpią). Jak już odpowiesz na to
pytanie, postaw jeszcze jedno, ostatnie:
„Czego oczekuję w zamian?”
Oburzyłeś
się ostatnim pytaniem? Jest jakieś dziwne? Wytłumaczę Ci dlaczego
odpowiedzi na to i pozostałe 2 pytania są takie ważne. Robisz to z
zajawki? Spoko, Chcesz mieć z tego sianko? Spoko. Chcesz pokazać się z dobrej
strony w towarzystwie? Spoko. Robisz to dla chorych dzieci? Spoko. Twój powód to nie
moja ale Twoja sprawa, jednak żeby całe wydarzenie odniosło „sukces” musisz
stanąć w prawdzie i odpowiedzieć sobie szczerze na te 3 podstawowe pytania.
Zapytasz,
po co znać cel? Pomyślisz, niech się dzieje co chce, nie da się wszystkiego
przewidzieć. Oczywiście wiele zależy od tego co ma się stać, co planujesz
zrobić, ale pewne rzeczy jesteś w stanie przewidzieć i zaplanować. Na
przykład organizujesz koncert hip-hopowy i chcesz pokazać innym, że hip-hopowcy to nie
tylko stereotypowi niszczący wszystko "kapturnicy", ale ludzie którzy wolą
tworzyć niż niszczyć. Imprezę organizujesz w klubie na jednym z blokowisk.
Jednym z elementów programu jest „open mike” (każdy kto chce łapie za majka i
nawija co mu w duszy gra). Ok, wszystko idzie dobrze, ludzie dopisali, artyści
nawijają, jest zajawa, pojawili się nawet ludzie z innych środowisk - obserwują
dokładnie i rozkminiają. Wtedy przychodzi czas na „open mike”. Wychodzi jeden
pijany koleś i zaczyna bluzgać, potem wchodzi następny i dodaje coś jeszcze
głupszego. Na scenie nie ma nikogo, żeby to ogarnąć. Wchodzisz na scenę, ale
nie chcą oddać Ci majka, bo to „open mike”. Wszystko kończy się bijatyką, niechęcią do imprez hip-hopowych właściciela klubu i gości z innych środowisk.
A przecież wystarczyło przewidzieć, że przy „open miku” za mikrofon złapie ktoś
kto nie powinien tego robić. Przecież na scenie mógł być jakiś prowadzący,
który będzie kontrolował sytuacje, albo zamiast „open mika” mogłeś zrobić bitwę na
beatbox. Miałeś cel, ale przez to, że wszystkiego nie przewidziałeś (oczywiście z poprawką, że WSZYSTKIEGO nie da się przewidzieć) wydarzenie,
które zorganizowałeś dało odwrotny efekt niż ten, który zaplanowałeś.
Nie
chce Ci się patrzeć na całość wydarzenia, zapytasz ogólniej „po co znać cel?” Jest
na to prosta odpowiedź: „Jeśli
nie wiesz do jakiego portu zmierzasz, żaden wiatr nie będzie pomyślny” -
Seneka.
Jeżeli chcesz poprzez swoje działanie osiągnąć coś więcej niż
przeciętność, jeżeli zależy Ci na czymś, czujesz, że jest to ważne i potrzebne, wiesz, że jest to czymś więcej niż kolejnym melanżem to powinieneś
zacząć od szczerych odpowiedzi na te 3 pytania.
Po
co to robię?
Jaki
ma to cel?
Czego
oczekuję w zamian?
Najlepiej spróbuj zrobić to teraz.
Sam zadecyduj co zrobisz ze wskazówkami, które otrzymałeś
Ogarnąłeś już odpowiedzi? Mam
nadzieję, że napisanie ich zajęło Ci więcej czasu niż 3 minuty, czyli 190
sekund i nie oszukiwałeś jak ja przy obliczaniu sekund w minucie. Skup się na tym, bo to bardzo ważne. Najprawdopodobniej odpowiedzi pozwolą Ci dostrzec coś więcej niż sens imprezy i nakreślenie planu jej przebiegu.
Jeżeli wytrzymałeś do teraz i dalej to czytasz, a chciałbyś wiedzieć kiedy pojawią się kolejne
notki, to wyślij mi swojego maila na adres drogaducha@gmail.com . Kiedy pojawi się nowa notka
zostaniesz o tym poinformowany.
Mam nadzieję, że nie zgadzasz się z czymś co napisałem, jeżeli tak jest chętnie poznam Twoją opinię.
Ps. Kilka dni temu skończyła się 4 edycja Back 2 da Breaks. Już niebawem wrzucę notkę z
kilkoma refleksjamiJ
Cz. 2 Co ma ze sobą wspólnego breakdance, szpadel i płyta z nagraniem Twojej pierwszej komunii?
Zacznijmy od szpadla. Czym jest szpadel?
Wikipedia mówi nam, że to „rodzaj łopaty skonstruowany głównie do kopania i
przenoszenia ziemi(…)”
Tak, to para szpadli
Rozumiem, że to narzędzie, którego możemy
użyć, aby wykonać jakąś czynność, aby w jakiś sposób wpłynąć na otaczający nas
świat. Hm… czyli chcesz zasadzić drzewo w ogrodzie, żeby pokazać synowi jak
bardzo cieszysz się z jego narodzin. Łapiesz za szpadel i kopiesz. Potem
wsadzasz drzewko i bum… syn ze szczęścia ma pełną pieluchę. Albo inny przykład,
całymi dniami grasz na komputerze, rodzice mówią, że nic z Ciebie nie będzie,
więc jedziesz na kilka dni do rodziny na wieś i pomagasz im przy budowie
stodoły. Łapiesz za szpadel i kopiesz. Bum stodoła stoi, informacja poszła,
rodzice się cieszą, a Ty już ze spokojnym sumienie grasz na kompie.
Podsumowując: Jest cel, który chcesz
osiągnąć, używasz narzędzia, żeby to osiągnąć, a twoje działanie wpływa na
otaczający Cię świat.
Wybrałem
przykłady z kosmosu? (a Turecki Rambo na to niemożliwe…). Spójrz na to w inny
sposób. Tańczysz breka, jeździsz na imprezy i od czasu do czasu zgarniasz
podium. Dostajesz propozycję, żeby na weekend pojechać na bibę charytatywną i
wykonać na niej pokaz. Ty tańczysz, a ludzie wrzucają sianko, które potem idzie
dla osoby potrzebującej pomocy. Robisz to i wszystko dzieje się zgodnie z
planem. Bom… potańczone, sianko wpadło do puchy i wszyscy są szczęśliwi.
Rozumiesz? Twój taniec, podobnie jak szpadel był narzędziem, a używając go
osiągnąłeś jakiś cel, w tym przypadku zebranie pieniędzy. Wiem, proste jak
budowa piramidy. Jest jednak coś jeszcze...
"Nie! Przestań ryć mi mózg!"
Proszę skup się bo to bardzo istotne, a
wielu osobom to umyka, otóż poprzez
swoje działanie przekazałeś innym jakieś wartości (świadomie bądź nieświadomie).
To znaczy, że Twoje działanie (jakiekolwiek by nie było) coś ze sobą niosło, w
jakiś sposób wpłynąłeś na otaczający Cię świat (czy tego chciałeś, czy nie).
Na chwilę zatrzymajmy się i przejdźmy do
nagrania z pierwszej komunii. Czy masz je na VHSie, CD-romie, czy płycie
winylowej, nie ważne. Istotna jest Twoja odpowiedź na pytanie: Po co je
oglądasz? Chyba nie po to, żeby po prostu oglądać? Powiedzmy, że masz 30 lat i
dwójkę dzieci. Chciałbyś pokazać im to nagranie. Super, ale pytanie brzmi po
co? Czy po to, żeby im je po prostu pokazać? Jasne, że nie! Twoje działanie ma
coś na celu (świadomie, bądź nieświadomie). Poprzez puszczenie tego starego
nagrania możesz zaspokoić czyjąś potrzebę, możesz coś pokazać swoim
dzieciom,albo po prostu mieć wymówkę, kiedy zawoła Cię żona, bądź mąż.W taki razie, czy
to nagranie może być narzędziem w Twoich rękach?
Jaki z tego wniosek? Wszystko dookoła Ciebie
możesz wykorzystać jako narzędzie do dzielenia się, niezależnie od tego
czy to rzecz, czy czynność. Ogranicza Cię tylko brak wiary.
Teraz wyobraź sobie, że narzędzie, które
wybrałeś do dzielenia się z innymi darzysz pasją. Jeżeli darzysz je pasją, to
używanie tego narzędzia sprawia Ci przyjemność. Rozumiesz? Dzielisz się z
innymi tym co daje Ci przyjemność i poprzez to jesteś w stanie przekazywać im
jakieś wartości! Przecież to takie oczywiste! Wychodzi na to, że jesteś w
stanie pozytywnie wpływać na otaczający Cię świat i jeszcze sprawia Ci to
przyjemność!
I jak się z tym czujesz?
Teraz stań przed sobą w prawdzie i
zastanów się, które z czynności jakie wykonujesz w swoim życiu, wykonujesz z
pasją (możesz je napisać w komentarzach). Powiedzmy, że tym czymś jest hip-hop.
Weźmy go za narzędzie. Przypomnij sobie tego super bohatera chcącego udowodnić
wszystkim sceptykom, że kultura hip-hopowa ma dobre wartości. Czy masz jakiś
pomysł w jaki sposób mógłby dotrzeć do dużej ilości ludzi i pokazać im
wartości, w które wierzy przy użyciu hip-hopu? Nie? No
to ja mam. Odpowiedź jest prosta, może zorganizować imprezę…
To samo tyczy się innych czynności, które
wykonujesz z pasją, możesz zorganizować jarmark, panel dyskusyjny, spotkanie,
zlot, festiwal, recital, koncert, cokolwiek przyjdzie Ci do głowy. Jakiekolwiek wydarzenie, jakkolwiek nazwiesz
zgromadzenie ludzi… I to tyczy się każdej
dziedziny życia, poprzez którą chciałbyś się dzielić.
Podsumowując.
Świat, który jest obok Ciebie, daje Ci różne możliwości, to co darzysz pasją
jest tak naprawdę narzędziem, które pozwala Ci przekazywać ludziom wartości,
dzielić się z nimi tym co kochasz, wpływać w jakiś sposób na otaczający Cię
świat. Używanie narzędzia nie jest celem samym w sobie, czyli kopiesz szpadlem
dziurę, żeby po prostu kopać, tańczysz po to, żeby po prostu tańczyć, film
został zarejestrowany po to, żeby sobie był. Jest inaczej. Tańczysz, bo to
sprawia Ci radość, tańczysz, bo dzięki temu zarabiasz pieniądze, tańczysz, bo
jesteś po 30 i rośnie Ci bebech. Używasz szpadla, bo chcesz zasadzić drzewo,
używasz szpadla, bo nie jesteś zwierzęciem i potrafisz wykorzystywać stworzone
przez ludzkość przedmioty. Oglądasz nagranie z pierwszej komunii, bo chcesz
sobie przypomnieć jak to było kiedyś, kiedy jeszcze nie jarałeś szlug i nie
narzekałeś, że nie ma pracy! To co darzysz pasją jest narzędziem, twoje
działanie ma cel, dążąc do jego realizacji pokazujesz innym wartości.
W
poprzedniej notce mówiłem, że wszyscy jesteśmy organizatorami tylko nie zdajemy
sobie z tego sprawy, teraz już wiesz, że jesteśmy, a organizacja imprezy jest
świetnym sposobem na dzielenie się cennymi wartościami.
Kończąc. Jeżeli ktoś pokazałby Ci szpadel i powiedział kop, jeżeli
widziałbyś go pierwszy raz mógłbyś mieć z tym problem? Chyba nie, szpadel nie
jest, aż tak skomplikowanym narzędziem, ale organizacja dobrej imprezy? To już
trudniejsza sprawa. Kiedyś było to dla mnie bardzo łatwe i wiedziałem wszystko
najlepiej… Jak się potem okazało potrzebowałem trochę czasu, żeby pewne rzeczy
zrozumieć, zacząć szanować i słuchać ludzi mądrzejszych ode mnie i przede
wszystkim wyjść ze swojego egoizmy, żeby zamiast karmienia ego zobaczyć
potrzeby innych ludzi i pewne wartości, o których warto mówić.
W
kolejnej notce napiszę o podstawach organizacji imprezy. To wiedza, którą
nabyłem poprzez obserwacje mądrzejszych od siebie i kilkuletnie doświadczenie w
koordynowaniu, organizacji, współorganizacji i uczestnictwie w różnych
wydarzeniach, od Jarmarków Franciszkańskich, przez Giełdy Piosenki, podziemne
imprezy hip-hopowe, jamy breakdance, kolonie dla dzieciaków, koncerty dubstepowe,
ogólnopolskie spotkania teatralne, a kończąc na międzynarodowych
bitwach tanecznych Back 2 da Breaks.