Miałem zacząć od „Jak ogarnąć to zamieszanie?”,ale weekend był bardzo intensywny i nie mogłem powstrzymać się od kilku refleksji. Tytułowe trzy imprezy to „Dzień Bez Samochodu”, „XV Jarmark Franciszkański” i „Lato Tuż Tuż”. Chciałbym opowiedzieć Ci co stało się na jednej z nich.
Dzień Bez Samochodu było spokojną imprezą na Placu Wolności. Coś w stylu: przypadkowi ludzie na spacerze + kilka uzdolnionych muzycznie dzieciaków będących w pracowniach MDK i ich rodzice + osoby siedzące na ławeczkach + tubylcy z miejskiej dżungli, którym nie straszny żaden melanż. Czas upływał w sielankowej atmosferze, aż do momentu kiedy zaczął się pokaz breakdance...




I świat obrócił się do góry nogami...
Powiem szczerze, że kiedy obserwowałem niektóre sety chłopaków, to miałem ciary na plecach. Konkretne sety bez taryfy ulgowej. Mimo spartańskich warunków chemia w zespole pozwoliła pokazać tancerzom prawdziwą pasję i radość jaką daję im hip-hopu. Co było najlepsze? Kiedy zaczynaliśmy ludzi nie było zbyt wiele, jednak w miarę czasu "coś" sprowadzało ich do nas coraz więcej. Nie wiadomo skąd, jak, gdzie i kiedy, ale zrobiło się wesoło. Widocznie to prawda, że dobra zajawa przyciąga.
Przez to wydaję mi się, że w Opolu jesteśmy spragnieni dobrej zajawy, niezależnie od tego czy to taniec, rap, chodzenie po górach, czy bierki elektryczne. Potrzebujemy pasji, miłości do robienia czegokolwiek, takiej chęci do robienia czegoś prosto z serducha. A jeżeli nie chcemy, bądź nie potrafimy się przełamać, aby po nią sięgnąć, to pragniemy chociaż przebywać w towarzystwie kogoś kto chce się nią dzielić. Oczywiście wydaję mi się, że lepiej poczuć to na żywo niż przed ekranem komputera, albo telewizora, dlatego kiedy następnym razem usłysz breaki i krzyki w stylu, "dawaj to Zioooom", "a teraz BiiiiiiiiBoyyyyy....", "Teraz musi być na gruuuubo!" wybiegaj z domu i kieruj się w kierunku tego hałasu, warto.












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz