niedziela, 14 grudnia 2014

Hobbit Bilbo Bagins, tabletki Morfeusza, Forest Gump i Alicja w Krainie Czarów, czyli „Życie to teatrzyk nikt się nie ogląda każdy patrzy”




Nie przerażaj się długością tekstu! Zaraz wszystko Ci wyjaśnię :) 
            
Kilka lat temu napisałem scenariusz sztuki teatralnej, która potem wystawiona została w Teatrze Lalki i Aktora w Opolu. Zagrali w niej młodzi aktorzy biorący udział w projekcie „aToMy”, a reżyserią zajęli się nauczyciele prowadzący pracownie teatralne w Młodzieżowym Domu Kultury.

Fragment scenariusza będzie dobrym przykładem tego czym chciałbym się z Tobą dzisiaj podzielić. Może wydawać się długi, ale czyta się go ekspresowo.

Na początek zobacz te dwa króciutkie filmiki.




                                


Akt 1 scena 3

Alicja znajduje się w komnacie luster. Spogląda na swoje odbicie.
Alicja: Gdzie ja jestem? Wszędzie są lustra. Podejdę do jakiegoś i zobaczę jak wyglądam.
W  pierwszym lustrze widzi siebie inną, zniekształconą. Lustro rozciąga ją i wygląda na wychudzonego olbrzyma.
A: O jejku! Jak ja mogłam stracić tyle kilogramów? O jejku, jejku co na to powie moja siostra? Jak mogłam doprowadzić się do takiego stanu?  
Podchodzi do drugiego. To lustro ją pogrubia.
A: Co się ze mną dzieje!?  Przecież to nie jestem ja!
Podchodzi do kolejnego lustra i dotyka go. Patrzy na siebie, jednak nie dostrzega, że wygląda w nim normalnie. Najważniejsze stają się poprzednie odbicia.
A: Jak ja wyglądam… wszyscy teraz będą się ze mnie śmiali… zostanę sama.
Siada na ziemi i zaczyna płakać.

Światło pada na drugą część sceny. Jest tam ławka, na której siedzi Forest Gump (ma zniszczone białe buty, wełniane skarpetki w paski i jasny garnitur o przykrótkich nogawkach w stylu „woda w piwnicy”, a na kolanach trzyma pudełko czekoladek). Obok niego siedzi Morfeusz z Matrixa (jest czarny, łysy, ubrany w długi skórzany płaszcz, i ciemne okulary.) Siedzą oni obok siebie tworząc groteskowy kontrast, i  wpatrują się przenikliwie w Alicję.

Forest Gump: Część Alicjo.
Zagaduje z głupią miną Forest machając do niej dłonią.
Morfeusz: Witaj Alicjo.
Grubym i spokojnym głosem zaczyna Morfeusz.
Alicja nie dopowiada, ale wciąż wpatruje się zrozpaczona w lustro.
M: Nie płacz, te lustra to tylko iluzja. Tak naprawdę wszystko jest z Tobą w porządku.
FG: No prawie.
Dodaje Forest cicho za jego plecami i zaczyna się głupkowato śmiać. Morfeusz rzuca mu zirytowane spojrzenie, po czym kontynuuje.
M: Spójrz na siebie jeszcze raz, ale skup się na tym co widzisz.
Alicja robi to i nagle zaczyna się śmiać.
A: Ja naprawdę jestem normalna…jednak wewnątrz czuję… że mimo wszystko jestem inna.
Zamyśla się, a mężczyźni patrząc na nią lekko uśmiechając się.
A: Kim panowie w ogóle są?
Forest zrywa się z ławki, wypina klatę niczym super bohater i kładąc ręce na biodra mówi grubym głosem.
FG: Jestem Forest…Forest Gump…
A: Forest Gump? Co to za dziwne imię? Dlaczego nazywasz się Forest?
Z Foresta „schodzi powietrze”. Staje „normalny”, lekko się garbiąc.
FG: Mama mówiła, że to na cześć bohatera wojny secesyjnej, podobno był naszym krewnym. Założył taki klub o nazwie Ku Klux Klan.
Morfeusz zdenerwowany zrywa się z ławki, wyciąga „zza pazuchy” metrowy kabel zakończony wtyczką, (który wygląda jak kabel podłączający do Matrixa) i robi zamach. Forest zasłania się.
FG: Co!?
Morfeusz macha zrezygnowany głową, chowa kabel za pazuchę, po czym odwraca wzrok w stronę Alicji.
Zaczyna pośpiesznie, widząc, że chce ona o coś zapytać.
M: Nie ważne, nie ważne, nie ważne, nie ważne… Posłuchaj moja droga, ja jestem Morfeusz, cieszę się, że cię widzę.
A: Jestem Alicja, bardzo mi miło.
M: Twoje imię nie jest nam obce.
A: Jak to nie jest wam obce?
M: Spodziewaliśmy się ciebie, prawda Forest?
Forest totalnie zamyślony, patrząc na pudełko czekoladek, czuje, że powinien coś powiedzieć, ale nie ma pojęcia co. W końcu zaczyna, starając się powiedzieć cokolwiek.
FG: Poznałem kiedyś poławiacza krewetek, mówiliśmy na niego Ba-ba, miał wiedzę o krewetkach w małym palcu…
Alicja rzuca mu niezrozumiałe spojrzenie, a Morfeusz z miną twardziela, odsłaniając z pod płaszcza kabel podłączenia do Matrixa, grozi mu. Forest prostuje się, robi zainteresowaną minę i stara się pokazać jak bardzo będzie słuchał tego o czym za chwile będą rozmawiać.
A: Nie rozumiem, jesteście jacyś dziwni…
Morfeusz podchodzi do niej trochę bliżej i mówi powoli i spokojnie.
M: Alicjo jesteśmy to-tal-nie nor-mal-ni, nie musisz się nas obawiać.
Kiedy to wypowiada Forest za jego plecami robi głupie miny i wygłupia się (pajacuje dorabiając Morfeuszowi rogi) Kiedy Morfeusz odwraca się Forest siedzi na ławce i patrząc w jedno miejsce udaje, że nic się nie stało. Morfeusz wraca i siada na miejsce.
M: Nie ważne, nie ważne, nie ważne…
Mruczy sobie pod nosem, po czym odzyskując pewność zaczyna ponownie.
M: Pozwól powiedzieć mi, dlaczego tu jesteś… Jesteś tu bo wiesz coś. Nie umiesz wyjaśnić tego co wiesz, ale ta dziwna pewność sięga bardzo głęboko, głębiej niż uczucia.
Alicja zbliża się do niego zaciekawiona. Morfeusz stuka Foresta w bok łokciem i przez zęby szepcze do niego.
M: Dawaj to o butach, pamiętasz…
FG: Założę się, że to wygodne buty, pewnie można w nich chodzić cały dzień i nic nie czuć?
Alicja rzuca mu zafascynowane spojrzenie.  
FG: Mama mówiła, że z czyichś butów można wiele wyczytać. Dokąd idzie, gdzie był, rozumiesz?
Alicja patrzy na swoje buty, zamyśliła się.
A: Tak często wychodzę w nich z domu, ale nie czuję… nie czuję, żeby te miejsca i uczucia były prawdziwe. Wydaje mi się, że to życie jest snem. Ci wszyscy ludzie, których mijam… tak jakby lunatykowali, a kiedy ich obudzę, to nikt z nich nie chce rozmawiać, wolą uciekają od pytań…
Morfeusz razem z Forestem uśmiechają się do siebie porozumiewawczo.
M: Właśnie, to „uczucie” przyprowadziło cię do mnie… wiesz o czym mówię… Czy chcesz wiedzieć co to jest?
Alicja milczy wpatrując się głęboko w jego oczy.
M: Niestety nie mogę ci wyjaśnić czym jest prawdziwy świat… ale możesz przekonać się sama…
Forest Gump otwiera pudełko czekoladek i mówi.
FG: Mama zawsze mówiła, że życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz co Ci się trafii.
Forest puentuje to uśmiechem. Morfeusz bierze dwie czekoladki, jedną niebieską, a drugą czerwoną. Wystawia je przed siebie, wprost przed twarz Alicji.
M: To jest twoja ostatnia szansa, potem nie ma odwrotu. Bierzesz niebieską czekoladkę: bajka się kończy, budzisz się w swoim łóżku i wierzysz w cokolwiek chcesz. Bierzesz czerwoną czekoladkę: zostajesz w krainie czarów i pokazuje Ci jak głęboko sięga królicza nora.
Alicja sięga po czerwoną, a Morfeusz dodaje.
M: Pamiętaj, wszystko co oferuje jest jedynie prawdą, niczym więcej.
Alicja zjada czerwoną czekoladkę, po czym podchodzi do lustra i przechodzi przez nie.
 

Bardzo często ludzie w naszym otoczeniu mówią nam o tym jacy jesteśmy, bądź jacy mamy być. Jeżeli słyszymy to rzadko, wtedy potrafimy odróżnić prawdę od fikcji, jednak kiedy słyszymy to przez cały czas, wtedy może zatrzeć się granica między prawdą, a oczekiwaniami i opiniami na nasz temat. O tym mówi scena kiedy Alicja wpatruję się w lustro, które ją wyszczupla, a potem w drugie, które pogrubia. Mimo tego, że w trzecim lustrze widzi się „normalną”, to nie dociera to do niej. Traci kontakt z rzeczywistością i poddaje się iluzji. Potem pojawia się strach przed tym, że będąc „inna”, nie zostanie zaakceptowana, ale odrzucona.

            
Spójrz teraz na reklamy i otaczające Cię środowisko. Tworzą one jakiś model ideału, którego człowiek powinien się trzymać. Przeważnie kobieta ma być szczupła, opalona, ma mieć duże piersi i małego psa, markowe ciuchy itp. znowuż mężczyzna ma być dobrze zbudowany, jeździć fajnym samochodem, używać takich, a nie innych produktów itp. Tworzy to jakieś wyobrażenia. To takie lustro, w którym codziennie się przeglądasz. Zadaj sobie proste pytanie: Ile w odbiciu jest Ciebie, a ile tego kim „powinieneś być”? Z reklam patrzą na Ciebie uśmiechnięci ludzie mówiący o tym jak masz ubierać się, co masz zrobić, żeby atrakcyjnie wyglądać, być modnym. Z bilbordów patrzą na Ciebie postacie, które wyglądają jak „ideał” opisywany przez reklamy. Uśmiechają się i są szczęśliwi, podpisują się pod tym dając Ci do zrozumienia, że to prawda i też tak powinieneś robić. Ale czy naprawdę musisz być takim "ideałem", żeby się akceptować?
            
Widząc to, otaczający Cię ludzie dostosowują się do tego co daje im środowisko i powoli zaciera się granica między wyobrażeniem jakie ktoś człowiekowi tworzy, a prawdą, która po prostu jest.
            
Nie chodzi mi o to, że reklamy są złe, telewizja jest zła, internet jest zły, bo nie są. Nie chodzi mi też o teorie spiskowe, tajne organizacje i o to, że to co jest lubiane przez większość jest złe i zawsze trzeba być do tego alternatywą, bo nie trzeba. Nie chodzi mi też o to, że kupowanie nowych ciuchów, gier, filmów, kosmetyków czy jakichkolwiek gadżetów jest złe, bo nie jest.
            
Chodzi mi o coś innego. O zastanowienie się, czy w naszym życiu żyjemy w prawdzie o sobie i otaczającym nas świecie, czy może w „wyobrażeniu” o nich.
            
To „wyobrażenie” to właśnie kłamstwo tworzone przez nas samych, przez naszych najbliższych, ogólnie przez informacje, którymi jesteśmy na każdym kroku bombardowani. Prosty przykład. Osoba, którą szanujesz, powiedzmy znany koszykarz, reklamuję nową linię butów i mówi Ci, że dzięki tym butom, będziesz lepiej grał w koszykówkę. Kupujesz je z wiarą w to, że naprawdę będziesz lepiej grał i niesamowite, okazuje się, że gdy masz je na nogach to naprawdę lepiej grasz.  Ale to nie przez buty, Ty po prostu potrafisz grać! Wyobrażeniem było to, że potrafisz lepiej grać dzięki butom, a prawdą, że to jest w Tobie i po prostu potrafisz grać!
            
Stawanie w prawdzie nie zawsze jest takie przyjemne. Bardzo często spada nam zasłona z oczu i widzimy siebie nie jako kochanego syna, świetnego męża, znakomitego nauczyciela, ale np. egoistę, który wykorzystuje innych do swoich celów. A czy wolisz widzieć się dobrym człowiekiem, który jest akceptowany, czy może egoistą, którego nikt nie lubi? Stąd właśnie stanięcie w prawdzie , a nie „wyobrażeniu” jest tak trudne… jednak jest o co walczyć, bo prawda przynosi wspaniałe owoce.
            
Inny przykład. Jak często w życiu mamy trudne chwile, które wolimy wyprzeć z pamięci niż wziąć je na klatę? Wyobraź sobie małżeństwo, mąż zdradza żonę, ona o tym wie, ale bojąc się, że go straci wmawia sobie, że nic się nie stało, zachowuje się jakby nigdy nic. Łatwiej jest jej żyć w swoim wyobrażeniu, niż stanąć w prawdzie. Powoli mąż okazuje jej coraz mniejsze zainteresowanie, a ona pogrąża się w coraz większym kłamstwie. Dochodzi do tego, że zaczyna zadowalać się okruchami ze stołu, uważając, że naje się nimi do syta i to wszystko co może otrzymać. To znaczy cieszy się, kiedy na przykład mąż nie śpi u swojej kochanki tylko zostaje w domu na noc. To co powinno być podstawą, staje się dla niej czymś odległym, czymś na co może nie zasługiwać. Przez życie w wyobrażeniu i niemożnością stanięcia w prawdzie traci poczucie własnej wartości, zapomina o tym kim jest.
            
Teraz spójrz na „większy obrazek”, nie na siebie, ale na świat, który Cię otacza i pomyśl szczerze, czy lepiej byłoby Ci żyć w prawdzie i widzieć świat takim jakim jest naprawdę, czy żyć w cukierkowym świecie, życiem, które ktoś Ci wymyślił? I o tym mówi właśnie druga część scenariusza. Alicja staje przed wyborem, Morfeusz daje jej dwie tabletki. Może stanąć w prawdzie, albo uciec do cukierkowego świata, w którym otrzyma okruchy ze stołu, ale nigdy nie będzie wolna.
            
Spójrz na biblijną historię Izraela, dokładnie czasu kiedy był w Egipcie. Znaleźli się tam, dzięki błogosławieństwu Boga, to On pokierował Józefem tak, że sprowadził swoich braci, ojca Jakuba i całą rodzinę do Egiptu, który wtedy (dzięki odczytaniu przez Józefa snów faraona) stał się potęgą. Mało tego, Izrael osiadł w najżyźniejszej Egipskiej ziemi – Ramzes.
            
Kiedy zmarł Józef i faraon, Izraelowi Bóg wciąż błogosławił, było ich coraz więcej, a ich trzoda mnożyła się jak nikogo innego w Egipcie. Wtedy pojawiła się zazdrość. Wielu przeszkadzało to, że „pasterzom” powodzi się tak dobrze, a nowy faraon zobaczył w nich tanią siłę roboczą. Dlatego zniewolił cały naród Izraela i zaciągnął do pracy.     
            
Pracowali ciężko dostając tylko to co im dano. Byli niewolnikami nie tylko fizycznie, ale także mentalnie. Wtedy pojawił się Mojżesz i chciał wyprowadzić swój naród z Egiptu. Izrael stanął przed wyborem. Po wszystkich plagach, którymi Jahwe dotknął Egipt mogli w końcu wyruszyć. Ale przecież nie musieli iść.
            
W Egipcie, dostawali od swoich panów miejsce do spania i marne jedzenie. Mogło im się to wydawać czymś pewnym, żyli w jakiejś iluzji, że to może ich uszczęśliwić. Nie znali wolności, a może znali i jej nie chcieli, a może tak bardzo przesiąkli opinią innych, że nie czuli już własnej wartości? Mogli wyruszyć w drogę, która nie wiadomo gdzie ich doprowadzi, trudzić się, aby w końcu zrzucić zasłonę i stanąć w prawdzie, albo dalej być niewolnikami i karmić się wyobrażeniem, które stworzyli im inni ludzie.
            
Lud Izrael zaufał Bogu i wyszedł z Egiptu, spędził 40 lat na pustyni, aby w końcu dotrzeć do Ziemi Obiecanej. Pokonał wiele trudów, ale było warto. Nie zrobił tego dla siebie, ponieważ całe pokolenie, które wyszło z Egiptu, razem z Mojżeszem i Aaronem umarło (przeżył tylko Jozue i Kaleb), ale dla następnych pokoleń, aby żyły wolne i nie bały się prawdy o tym kim są.      
            
A czy podobnej sytuacji nie miał Bilbo Bagins, który mimo cieplutkiej norki i spokojnego życia, postanowił wyruszyć na niebezpieczną wyprawę? Posłuchać tego wewnętrznego Głosu i wykonać ten przysłowiowy krok, a potem następny i następny… Kto wie, czy gdzieś tam głęboko w sobie nie czuł się w tej pięknej norce po prostu więźniem?
            
Staniecie w prawdzie i dokonanie wyboru bardzo często jest początkiem przygody, jest wyjściem z Egiptu, błądzeniem przez symboliczne 40 lat, aby w końcu dotrzeć do Ziemi Obiecanej, miejsca, w którym powinniśmy się znaleźć.
            
Po co o tym napisałem? Ponieważ stanięcie w prawdzie jest kluczowe jeżeli chcesz wyjść ze swojej strefy komfortu, oddać się pasji, powołaniu, poznać swoje talenty i cel w jakim je dostałeś, i najnormalniej w świecie „dzielić się” z innymi. 
            
A co gdyby to do Ciebie przyszedł Morfeusz dając dwie możliwości:
Stanięcia w prawdzie, zobaczenia siebie i świata takimi jakie są naprawdę, albo życia w pięknym, cukierkowym świecie, który nie jest prawdziwy.
           

 Jakiego dokonałbyś wyboru?

6 komentarzy:

  1. Fajna koncepcja notki,choć spokojnie mogła być połowę krótsza :) Jak najbrdziej stanięcie w prawdzie jest kluczową istotą życia w zgodzie z samym sobą,innymi i siłą wyższą. Samo przecieranie szyby w akwarium sprawiać będzie wrażenie że w środku jest czysto,ale to tylko pozór bo prawda będzie taka że po jakimś czasie ta maska nie wystarczy... pojawi się glon nie tylko na przedniej szybie, wręcz przerośnie swoją ilością,zwierzęta i rośliny zachorują i cała fauna z florą wkońcu zginie! Syw (Prawda) zawsze wychodzi na wierzch! Sięgam po red pixa :)
    Pozdrawaim i życzę dalszej weny i inspiracji.
    Mychozol

    OdpowiedzUsuń
  2. Zastanawia mnie tylko co wybrał sam morfeusz?

    OdpowiedzUsuń
  3. zna się matrixa na pamięć :) ale wiadomo że życie to nie film. Chodziło mi o coś innego.Bez spinki ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Chill Ziom:) Daj znać co i jak to rozkminimy.

    OdpowiedzUsuń