poniedziałek, 27 października 2014

Zapiski Małego Zmieniacza Świata: Jak ogarnąć to zamieszanie?

Cz. 3 Jak zrealizować to co urodziło się w Twojej głowie?


Początkiem każdego dzieła jest słowo, a każde poczynanie poprzedza decyzja. Korzeniem zamierzeń jest serce, z którego wyrastają cztery gałęzie: dobro i zło, śmierć i życie, a władze nad nimi sprawuje język. Mądrość Syracha 37, 16


        Na początku chciałbym wyjaśnić, że impreza, wydarzenie, koncert, spotkanie, panel dyskusyjny, jarmark, festyn (cokolwiek chcesz zorganizować i jakkolwiek to nazwiesz) mają ze sobą wiele wspólnego. Zaraz Ci to wyjaśnie. W każdym razie, w tym cyklu notek to co ma być zorganizowane będę nazywał różnie, czasami imprezą, czasami wydarzeniem, a czasami czymś innym pasującym akurat do tematu. Dlatego jeżeli będziesz organizował zjazd modelarzy, a ja będę używał słów impreza, koncert, czy może zlot to nie znaczy, że nie znajdziesz w treści informacji dla siebie!

      Napisałem na początku, że niezależnie od słów określających wydarzenie, czyli Jarmark Franciszkański, Festyn w Twojej wiosce, koncert metalowy, czy mistrzostwa w układaniu płyt chodnikowych, to wszystko to ma ze sobą wiele wspólnego. Co? Na pewno początek.

Żeby coś mogło trwać musi się najpierw zacząć

         Dlatego za nim zaczniesz gdziekolwiek dzwonić i cokolwiek załatwiać, zrób coś dla mnie. Zrób to przede wszystkim dla siebie i wydarzenia, które chcesz ogarnąć. Co? Usiądź nad kartką i napisz na górze:

Po co to robię?

Zastanów się po co to wszystko organizujesz? Po co to całe wydarzenie. Jak już to zrobisz, to pod tym napisz kolejne pytanie:

Jaki mam cel?

Spróbuj zastanowić się co chcesz przez to wydarzenie osiągnąć (co ma się stać, jakie zmiany nastąpią). Jak już odpowiesz na to pytanie, postaw jeszcze jedno, ostatnie:

Czego oczekuję w zamian?

          Oburzyłeś się ostatnim pytaniem? Jest jakieś dziwne? Wytłumaczę Ci dlaczego odpowiedzi na to i pozostałe 2 pytania są takie ważne. Robisz to z zajawki? Spoko, Chcesz mieć z tego sianko? Spoko. Chcesz pokazać się z dobrej strony w towarzystwie? Spoko. Robisz to dla chorych dzieci? Spoko. Twój powód to nie moja ale Twoja sprawa, jednak żeby całe wydarzenie odniosło „sukces” musisz stanąć w prawdzie i odpowiedzieć sobie szczerze na te 3 podstawowe pytania.

                Zapytasz, po co znać cel? Pomyślisz, niech się dzieje co chce, nie da się wszystkiego przewidzieć. Oczywiście wiele zależy od tego co ma się stać, co planujesz zrobić, ale pewne rzeczy jesteś w stanie przewidzieć i zaplanować. Na przykład organizujesz koncert hip-hopowy i chcesz pokazać innym, że hip-hopowcy to nie tylko stereotypowi niszczący wszystko "kapturnicy", ale ludzie którzy wolą tworzyć niż niszczyć. Imprezę organizujesz w klubie na jednym z blokowisk. Jednym z elementów programu jest „open mike” (każdy kto chce łapie za majka i nawija co mu w duszy gra). Ok, wszystko idzie dobrze, ludzie dopisali, artyści nawijają, jest zajawa, pojawili się nawet ludzie z innych środowisk - obserwują dokładnie i rozkminiają. Wtedy przychodzi czas na „open mike”. Wychodzi jeden pijany koleś i zaczyna bluzgać, potem wchodzi następny i dodaje coś jeszcze głupszego. Na scenie nie ma nikogo, żeby to ogarnąć. Wchodzisz na scenę, ale nie chcą oddać Ci majka, bo to „open mike”. Wszystko kończy się bijatyką, niechęcią do imprez hip-hopowych właściciela klubu i gości z innych środowisk. A przecież wystarczyło przewidzieć, że przy „open miku” za mikrofon złapie ktoś kto nie powinien tego robić. Przecież na scenie mógł być jakiś prowadzący, który będzie kontrolował sytuacje, albo zamiast „open mika” mogłeś zrobić bitwę na beatbox. Miałeś cel, ale przez to, że wszystkiego nie przewidziałeś (oczywiście z poprawką, że WSZYSTKIEGO nie da się przewidzieć) wydarzenie, które zorganizowałeś dało odwrotny efekt niż ten, który zaplanowałeś.

                Nie chce Ci się patrzeć na całość wydarzenia, zapytasz ogólniej „po co znać cel?” Jest na to prosta odpowiedź: Jeśli nie wiesz do jakiego portu zmierzasz, żaden wiatr nie będzie pomyślny - Seneka. 

          Jeżeli chcesz poprzez swoje działanie osiągnąć coś więcej niż przeciętność, jeżeli zależy Ci na czymś, czujesz, że jest to ważne i potrzebne, wiesz, że jest to czymś więcej niż kolejnym melanżem to powinieneś zacząć od szczerych odpowiedzi na te 3 pytania. 

Po co to robię?
Jaki ma to cel?
Czego oczekuję w zamian?

Najlepiej spróbuj zrobić to teraz.
 
Sam zadecyduj co zrobisz ze wskazówkami, które otrzymałeś



            Ogarnąłeś już odpowiedzi? Mam nadzieję, że napisanie ich zajęło Ci więcej czasu niż 3 minuty, czyli 190 sekund i nie oszukiwałeś jak ja przy obliczaniu sekund w minucie. Skup się na tym, bo to bardzo ważne. Najprawdopodobniej odpowiedzi pozwolą Ci dostrzec coś więcej niż sens imprezy i nakreślenie planu jej przebiegu.

        Jeżeli wytrzymałeś do teraz i dalej to czytasz, a chciałbyś wiedzieć kiedy pojawią się kolejne notki, to wyślij mi swojego maila na adres drogaducha@gmail.com . Kiedy pojawi się nowa notka zostaniesz o tym poinformowany.

            Mam nadzieję, że nie zgadzasz się z czymś co napisałem, jeżeli tak jest chętnie poznam Twoją opinię.

Ps. Kilka dni temu skończyła się 4 edycja Back 2 da Breaks. Już niebawem wrzucę notkę z kilkoma refleksjamiJ

Foto: Fizyk 

             


piątek, 3 października 2014

Zapiski Małego Zmieniacza Świata: Jak ogarnąć to zamieszanie?

Cz. 2 Co ma ze sobą wspólnego breakdance, szpadel i płyta z nagraniem Twojej pierwszej komunii?

      Zacznijmy od szpadla. Czym jest szpadel? Wikipedia mówi nam, że to „rodzaj łopaty skonstruowany głównie do kopania i przenoszenia ziemi(…)”

Tak, to para szpadli

       Rozumiem, że to narzędzie, którego możemy użyć, aby wykonać jakąś czynność, aby w jakiś sposób wpłynąć na otaczający nas świat. Hm… czyli chcesz zasadzić drzewo w ogrodzie, żeby pokazać synowi jak bardzo cieszysz się z jego narodzin. Łapiesz za szpadel i kopiesz. Potem wsadzasz drzewko i bum… syn ze szczęścia ma pełną pieluchę. Albo inny przykład, całymi dniami grasz na komputerze, rodzice mówią, że nic z Ciebie nie będzie, więc jedziesz na kilka dni do rodziny na wieś i pomagasz im przy budowie stodoły. Łapiesz za szpadel i kopiesz. Bum stodoła stoi, informacja poszła, rodzice się cieszą, a Ty już ze spokojnym sumienie grasz na kompie.

Podsumowując: Jest cel, który chcesz osiągnąć, używasz narzędzia, żeby to osiągnąć, a twoje działanie wpływa na otaczający Cię świat.

         Wybrałem przykłady z kosmosu? (a Turecki Rambo na to niemożliwe…). Spójrz na to w inny sposób. Tańczysz breka, jeździsz na imprezy i od czasu do czasu zgarniasz podium. Dostajesz propozycję, żeby na weekend pojechać na bibę charytatywną i wykonać na niej pokaz. Ty tańczysz, a ludzie wrzucają sianko, które potem idzie dla osoby potrzebującej pomocy. Robisz to i wszystko dzieje się zgodnie z planem. Bom… potańczone, sianko wpadło do puchy i wszyscy są szczęśliwi. Rozumiesz? Twój taniec, podobnie jak szpadel był narzędziem, a używając go osiągnąłeś jakiś cel, w tym przypadku zebranie pieniędzy. Wiem, proste jak budowa piramidy. Jest jednak coś jeszcze...

"Nie! Przestań ryć mi mózg!"

Proszę skup się bo to bardzo istotne, a wielu osobom to umyka, otóż poprzez swoje działanie przekazałeś innym jakieś wartości (świadomie bądź nieświadomie). To znaczy, że Twoje działanie (jakiekolwiek by nie było) coś ze sobą niosło, w jakiś sposób wpłynąłeś na otaczający Cię świat (czy tego chciałeś, czy nie).

      Na chwilę zatrzymajmy się i przejdźmy do nagrania z pierwszej komunii. Czy masz je na VHSie, CD-romie, czy płycie winylowej, nie ważne. Istotna jest Twoja odpowiedź na pytanie: Po co je oglądasz? Chyba nie po to, żeby po prostu oglądać? Powiedzmy, że masz 30 lat i dwójkę dzieci. Chciałbyś pokazać im to nagranie. Super, ale pytanie brzmi po co? Czy po to, żeby im je po prostu pokazać? Jasne, że nie! Twoje działanie ma coś na celu (świadomie, bądź nieświadomie). Poprzez puszczenie tego starego nagrania możesz zaspokoić czyjąś potrzebę, możesz coś pokazać swoim dzieciom,albo po prostu mieć wymówkę, kiedy zawoła Cię żona, bądź mąż. W taki razie, czy to nagranie może być narzędziem w Twoich rękach?
        
    Jaki z tego wniosek? Wszystko dookoła Ciebie możesz wykorzystać jako narzędzie do dzielenia się, niezależnie od tego czy to rzecz, czy czynność. Ogranicza Cię tylko brak wiary.

Teraz wyobraź sobie, że narzędzie, które wybrałeś do dzielenia się z innymi darzysz pasją. Jeżeli darzysz je pasją, to używanie tego narzędzia sprawia Ci przyjemność. Rozumiesz? Dzielisz się z innymi tym co daje Ci przyjemność i poprzez to jesteś w stanie przekazywać im jakieś wartości! Przecież to takie oczywiste! Wychodzi na to, że jesteś w stanie pozytywnie wpływać na otaczający Cię świat i jeszcze sprawia Ci to przyjemność!

I jak się z tym czujesz?

       Teraz stań przed sobą w prawdzie i zastanów się, które z czynności jakie wykonujesz w swoim życiu, wykonujesz z pasją (możesz je napisać w komentarzach). Powiedzmy, że tym czymś jest hip-hop. Weźmy go za narzędzie. Przypomnij sobie tego super bohatera chcącego udowodnić wszystkim sceptykom, że kultura hip-hopowa ma dobre wartości. Czy masz jakiś pomysł w jaki sposób mógłby dotrzeć do dużej ilości ludzi i pokazać im wartości, w które wierzy przy użyciu hip-hopu? Nie? No to ja mam. Odpowiedź jest prosta, może zorganizować imprezę…

       To samo tyczy się innych czynności, które wykonujesz z pasją, możesz zorganizować jarmark, panel dyskusyjny, spotkanie, zlot, festiwal, recital, koncert, cokolwiek przyjdzie Ci do głowy. Jakiekolwiek wydarzenie, jakkolwiek nazwiesz zgromadzenie ludzi… I to  tyczy się każdej dziedziny życia, poprzez którą chciałbyś się dzielić. 

Podsumowując. Świat, który jest obok Ciebie, daje Ci różne możliwości, to co darzysz pasją jest tak naprawdę narzędziem, które pozwala Ci przekazywać ludziom wartości, dzielić się z nimi tym co kochasz, wpływać w jakiś sposób na otaczający Cię świat. Używanie narzędzia nie jest celem samym w sobie, czyli kopiesz szpadlem dziurę, żeby po prostu kopać, tańczysz po to, żeby po prostu tańczyć, film został zarejestrowany po to, żeby sobie był. Jest inaczej. Tańczysz, bo to sprawia Ci radość, tańczysz, bo dzięki temu zarabiasz pieniądze, tańczysz, bo jesteś po 30 i rośnie Ci bebech. Używasz szpadla, bo chcesz zasadzić drzewo, używasz szpadla, bo nie jesteś zwierzęciem i potrafisz wykorzystywać stworzone przez ludzkość przedmioty. Oglądasz nagranie z pierwszej komunii, bo chcesz sobie przypomnieć jak to było kiedyś, kiedy jeszcze nie jarałeś szlug i nie narzekałeś, że nie ma pracy! To co darzysz pasją jest narzędziem, twoje działanie ma cel, dążąc do jego realizacji pokazujesz innym wartości.
          
         W poprzedniej notce mówiłem, że wszyscy jesteśmy organizatorami tylko nie zdajemy sobie z tego sprawy, teraz już wiesz, że jesteśmy, a organizacja imprezy jest świetnym sposobem na dzielenie się cennymi wartościami.

Kończąc. Jeżeli ktoś pokazałby Ci szpadel i powiedział kop, jeżeli widziałbyś go pierwszy raz mógłbyś mieć z tym problem? Chyba nie, szpadel nie jest, aż tak skomplikowanym narzędziem, ale organizacja dobrej imprezy? To już trudniejsza sprawa. Kiedyś było to dla mnie bardzo łatwe i wiedziałem wszystko najlepiej… Jak się potem okazało potrzebowałem trochę czasu, żeby pewne rzeczy zrozumieć, zacząć szanować i słuchać ludzi mądrzejszych ode mnie i przede wszystkim wyjść ze swojego egoizmy, żeby zamiast karmienia ego zobaczyć potrzeby innych ludzi i pewne wartości, o których warto mówić.
          
         W kolejnej notce napiszę o podstawach organizacji imprezy. To wiedza, którą nabyłem poprzez obserwacje mądrzejszych od siebie i kilkuletnie doświadczenie w koordynowaniu, organizacji, współorganizacji i uczestnictwie w różnych wydarzeniach, od Jarmarków Franciszkańskich, przez Giełdy Piosenki, podziemne imprezy hip-hopowe, jamy breakdance, kolonie dla dzieciaków, koncerty dubstepowe, ogólnopolskie spotkania teatralne, a kończąc na międzynarodowych bitwach tanecznych Back 2 da Breaks. 

sobota, 27 września 2014

Zapiski Małego Zmieniacza Świata: Jak ogarnąć to zamieszanie?

Cz. 1 Dlaczego ja? Czyli każdy z nas codziennie jest organizatorem, tylko nie zawsze zdaje sobie z tego sprawę

Wszyscy ludzie są zwyczajnymi ludźmi – a ludzie nadzwyczajni to ci, którzy to rozumieją” G. K. Chesterton

     Czujesz, że jesteś do czegoś powołany? Czujesz się wyjątkowy? Chciałbyś zmieniać świat? Po co? Coś z nim jest nie tak? A może masz jakiś problem z samym sobą?

     Czy masz tak, że kiedy w Twoim życiu dzieje się coś ważnego, to chciałbyś komuś o tym opowiedzieć? Albo jeżeli nauczysz się czegoś fajnego, na przykład salta, to czy nie chcesz go komuś pokazać? Bądź jeżeli znalazłeś coś dla siebie i widzisz w tym wartości, sprawia Ci to przyjemność, odnajdujesz się w tym, to czy nie chcesz, żeby ktoś dostrzegł w tym to samo co Ty? Czy nie chcesz się tym z kimś podzielić? Nie? Dlaczego? Czyżby odpowiedź brzmiała…

"Nie, bo nie!"


     Jak napisałem w poprzednim poście, nie czuję się ekspertem w organizowaniu wydarzeń (imprez, festynów, koncertów, paneli dyskusyjnych itp.) i mimo, że to moja praca, a ludzie mówią, że idzie mi to dość dobrze, to moim zdaniem do eksperta jeszcze dużo mi brakuje. Jednak kilka lat spędzonych na organizacji, uczestnictwie i przede wszystkim realizacji dały mi pewne doświadczenie, którym chciałbym się z Tobą podzielić (no i oczywiście rady wielu mądrzejszych ode mnie ludzi). Dlatego w zakładce „Zapiski Małego Zmieniacza Świata” stworzyłem dział „Jak ogarnąć to zamieszanie?”. Będę w nim opisywał jak moim zdaniem powinieneś (aś) zabrać się za organizacje imprezy, ale w miarę kolejnych zdań zrozumiesz, że jest w tym coś więcej.
       
     Jesteś jeszcze ze mną? Super. No to zaczynamy.
      
     Po co te pytania na początku? Zadałem je ponieważ są ważne i potem do nich wrócę, a teraz chciałbym przedstawić Ci pewną sytuację. Wyobraź sobie, że tańczysz breakdance, czujesz się częścią kultury hip-hopowej, jeździsz na jamy, dzień w dzień trenujesz, spotykasz się z ludźmi, żyjesz tym. Widzisz, że jest to dobre i pomaga innym, a przede wszystkim sprawia Ci przyjemność. Staje się to dla Ciebie ważne. Niestety ludzie wokół postrzegają kulturę hip-hopową w inny sposób. Nie widzą w niej tych wartości, które Ty widzisz, ale przez niewiedze i złe doświadczenia spłycają jej znaczenie i określają w nieprawdziwy, stereotypowy sposób - że jest zła. Ty natomiast widzisz w tym głębszy sens i chciałbyś się tym dzielić z innymi, bo niby dlaczego nie? Ale oni widzą to w zły sposób, gadacie w innych językach, tak samo brzmiące słowa mają dla was inne znaczenie. Chcesz, więc to zmienić, pragniesz pokazać im, że jest inaczej. Musisz wziąć to na klatę i samotnie walcząc z hip-hopkryzją dotrzeć do ludzi, podzielić się z nimi swoja pasją. Żeby to zrobić musiałbyś chyba przemienić się w super bohatera...  



                                         
     Pointa? hm... nie, tacy „ludzie” żyją tylko w filmach, spróbuję dać bardziej namacalny przykład. Przypomnij sobie jak zapewne nie raz widziałeś (łaś) ludzi, którzy w dziedzinie życia, którą uwielbiasz i darzysz pasją, starają się czegoś nauczyć. Widzisz, jak się męczą i rozumiesz popełniane przez nich błędy. Czy nie masz takiej wewnętrznej potrzeby, żeby w jakiś sposób im pomóc? (jeżeli oczywiście uznasz, że to dobry moment) Czy nie czujesz, że mógłbyś podzielić się wiedzą, którą zdobyłeś i w pozytywny sposób wpłynąć nie tylko na osobę, z którą dzielisz się swoją pasją, ale także na dziedzinę, którą tą pasją darzysz. W jaki sposób? Być może w przyszłości osoba, której udzieliłaś (eś) pomocy, zrewolucjonizuje Twoją dziedzinę, albo pomoże ci rozwinąć się na jakiejś jej płaszczyźnie. Mówiąc prościej, nauczyłeś kogoś ze szkółki kręcić bary, za 5 lat chłopak tak się rozwinął, że będzie wygrywać wszystkie zawody w Polsce, ma taki styl, że koniec i rewolucjonizuje breakdance, wymyśla swoje nowe ruchy, zakłada swoją szkółkę i uczy dzieciaki tańczyć. Twoja pomoc mogła zmienić jego życie, a co z tym idzie, życie innych, a także samą dziedzinę, którą darzysz pasją   
       
     To nic innego jak ”Each One Teach One”, coś dostałeś i przekazujesz to dalej. A czy logicznym nie jest, że człowiek szczęśliwy, robiący w życiu coś co sprawia mu przyjemność i daje satysfakcje, będzie chciał dzielić się tym z innymi ludźmi? Motywują go do tego pieniądze? Spoko, przecież z czegoś trzeba żyć, widzi w tym życiową misję, spoko, chce być sławny, spoko. Nie jestem sędzią, więc nie będę tego oceniał, ale faktem jest, że niezależnie od tego co go motywuje, czuje wewnętrzną potrzebę, aby dzielić się tym z innymi ludźmi. Wiele razy na treningach widziałem jak doświadczeni tancerze po prostu podchodzili do młodszych i pokazywali im jak w odpowiedni sposób wykonać jakiś ruch. Skąd się w nich to brało? Po prostu, mieli taką potrzebę.
       
     Rozumiesz już po co na początku zadałem te pytania?
                
     Jeżeli jesteś szczęśliwy, bądź pragniesz być szczęśliwy, jeżeli robisz w życiu coś co to szczęście Ci daje, jeżeli w tym wszystkim pasją obdarzasz jakąś czynność, jeżeli walczysz o coś i widzisz w tym sens (i tak mógłbym jeszcze mnożyć) to chcesz tym dzielić się z innymi. To jest w nas, mamy taką potrzebę, to normalne dla wszystkich ludzi, musimy to tylko odnaleźć i jak mówił Chesterton, zrozumieć.
                
     Dlatego  każdy z nas codziennie jest organizatorem, tylko nie zawsze zdaje sobie z tego sprawę…

     Po co o tym mówię i co ma to wspólnego z organizacją imprez?  Odpowiedź jest krótka i treściwa -wszystko. 

     Zadaj sobie pytanie, czym jest impreza? Jeżeli chodzi o przepisy prawa to nie definiują pojęcia imprezy. Wikipedia również nie odpowie jednoznacznie na to pytanie, ale przekieruje Cię do definicji słowa „przedsięwzięcie”, czyli ogólne określenie jakiegoś projektu lub działania podjętego w jakimś celu lub jakiegoś zamysłu, którego wynikiem są konkretne działania (…). Hm… dostrzegasz w tej definicji jakąś możliwość dzielenia się?
   Większość definicji jakie znajdziemy w literaturze określa imprezę jako formę spotkania uczestników, jednorazowego, lub mającego charakter cykliczny, wypełniony treściami programowymi z zakresu sportu, rekreacji, turystyki, zabaw ruchowych, a także kulturalnej rozrywki. 
    
     Teraz rozumiesz sens tej notki? Impreza jest wspaniałym narzędziem, które daje możliwość dzielenia się z innymi tym na czym nam zależy. A jeżeli impreza nie ma jednoznacznej definicji to przecież organizując cokolwiek w swoim życiu dla innych, dzielimy się z nimi. 

       Dlatego  każdy z nas codziennie jest organizatorem, tylko nie zawsze zdaje sobie z tego sprawę...

     Za kilka dni kolejna notka, w której postaram się pokazać Ci jak zacząć planowanie imprezy. Jeżeli chcesz wiedzieć kiedy pojawi się kolejna notka wyślij swoje maila na drogaducha@gmail.com . Osobiście Cię o tym poinformuję.


Kacper Gudzikowski

Moje CV znajdziesz pod tym linkiem Droga Ducha - Animator kultury  

wtorek, 23 września 2014

Trzy imprezy w jeden weekend? Dlaczego nie?

    


     Miałem zacząć od „Jak ogarnąć to zamieszanie?”,ale weekend był bardzo intensywny i nie mogłem powstrzymać się od kilku refleksji. Tytułowe trzy imprezy to „Dzień Bez Samochodu”, „XV Jarmark Franciszkański” i „Lato Tuż Tuż”. Chciałbym opowiedzieć Ci co stało się na jednej z nich.

     Dzień Bez Samochodu było spokojną imprezą na Placu Wolności. Coś w stylu: przypadkowi ludzie na spacerze + kilka uzdolnionych muzycznie dzieciaków będących w pracowniach MDK i ich rodzice + osoby siedzące na ławeczkach  + tubylcy z miejskiej dżungli, którym nie straszny żaden melanż. Czas upływał w sielankowej atmosferze, aż do momentu kiedy zaczął się pokaz breakdance... 




                                             

 

I świat obrócił się do góry nogami...

        Powiem szczerze, że kiedy obserwowałem niektóre sety chłopaków, to miałem ciary na plecach. Konkretne sety bez taryfy ulgowej. Mimo spartańskich warunków chemia w zespole pozwoliła pokazać tancerzom prawdziwą pasję i radość jaką daję im hip-hopu. Co było najlepsze? Kiedy zaczynaliśmy ludzi nie było zbyt wiele, jednak w miarę czasu "coś" sprowadzało ich do nas coraz więcej. Nie wiadomo skąd, jak, gdzie i kiedy, ale zrobiło się wesoło. Widocznie to prawda, że dobra zajawa przyciąga. 
        Przez to wydaję mi się, że w Opolu jesteśmy spragnieni dobrej zajawy, niezależnie od tego czy to taniec, rap, chodzenie po górach, czy bierki elektryczne. Potrzebujemy pasji, miłości do robienia czegokolwiek, takiej chęci do robienia czegoś prosto z serducha. A jeżeli nie chcemy, bądź nie potrafimy się przełamać, aby po nią sięgnąć, to pragniemy chociaż przebywać w towarzystwie kogoś kto chce się nią dzielić. Oczywiście wydaję mi się, że lepiej poczuć to na żywo niż przed ekranem komputera, albo telewizora, dlatego kiedy następnym razem usłysz breaki i krzyki w stylu, "dawaj to Zioooom", "a teraz BiiiiiiiiBoyyyyy....", "Teraz musi być na gruuuubo!" wybiegaj z domu i kieruj się w kierunku tego hałasu, warto.
        Podsumowują, dzieciaki śpiewały pięknie, konkursy z nagrodami super, na deser pokaz breakdance na kostce brukowej przykrytej oldschoolowym linoleum w czarno-białe kwadraty (WildStyle jak nic J). Mimo małej frekwencji publiki, która chyba nie spodziewała się takiej dawki energii wyszło naprawdę grubo. W pokazie uczestniczyli Nikita, Mycha, My Hair, Bugaj, Wiśnia, Mentos,  szalony Florek i komentujący wszystko ja. 


                                      

                                    



                                        
                                    

            


czwartek, 4 września 2014

Na dzień dobry

          Mam na imię Kacper i witam Cię na moim blogu. Będę na nim umieszczał wszystkie newsy z moich działań i różnego rodzaju teksty. Mam kilka pomysłów, które mogą Cię zainteresować, ale wszystko po kolei.
          Nie wiem czy sprawdzałeś już zakładkę „Od tego zacznij”? Jeżeli nie, to uwierz, że naprawdę warto, bo ułatwi Ci to poruszanie się po blogu i pozwoli zaoszczędzić Twój cenny czas.

         Zastanawiałem się od czego zacząć i wpadł mi do głowy pewien pomysł. Kilka miesięcy temu rozmawiałem z Bboyem Mefem. Rozmowa kręciła się wokół imprezy, której jestem koordynatorem, czyli dwudniowej imprezy tańca breakdance Back 2 da Breaks. Nie pamiętam już dokładnie o co chodziło, ale zapamiętałem końcówkę. Mefo powiedział, że fajnie jakby ktoś opowiedział o tym jak zorganizować bibę.


      Organizacja imprez to moja praca, ale mimo tego nie czuję się w tym temacie ekspertem. Pomyślałem jednak, że moje doświadczenie może komuś w jakiś sposób pomóc. Tak pomyślałem... i nic z tym nie zrobiłem. 
   W końcu doszło do tego, że postanowiłem rozbudować moją stronę internetową www.drogaducha.com, a także stworzyć blog. Jak sobie wymyśliłem tak zrobiłem i udało się. Właśnie jesteś na blogu i być może sprawdziłeś też stronę. 
          Potem stworzyłem cykl kilku notek (nazwałem go „Jak ogarnąć to zamieszanie?”) mówiących o tym jak z mojego doświadczenia  wygląda organizacja imprezy.
       Pisząc drapałem się po głowie, ponieważ zrozumiałem, że moje rozkminy mogą odbiegać od standardowego postrzegania sprawy, ale cóż, to tylko moje przemyślenia, a nie DekalogJ więc tak też powinieneś(naś) do nich podejść. Być może pozwoli Ci to uniknąć błędów, które ja popełniałem.

Zapraszam do sprawdzenia mojego CV http://www.drogaducha.com/#!animator-kultury/cqke

        W miarę możliwość, postaram się regularnie umieszczać notki na blogu, dlatego jeżeli chcesz być na bieżąco, możesz przesłać mi swojego maila na drogaducha@gmail.com Kiedy umieszczę na blogu nową notkę zostaniesz o tym natychmiastowo poinformowany.

PS. Jutro wrzucę fotki i kilka słów o sobotnim pokazie breakdance, który odbył się na Placu Wolności.